wtorek, 29 kwietnia 2014

Rozdział 8.

*Harry*
- Uspokój się już! - próbowałem go trzymać, gdy wciąż się wyrywał.
- Nienawidzę go!
Nigdy nie widziałem Nialla w takim stanie; przerażał mnie. Zazwyczaj był spokojny, więc takie zachowanie zdecydowanie mnie zaskoczyło. W końcu puściłem jego ramiona. Popatrzył na mnie pytająco. Miałem wrażenie, że jego złość zaczęła zanikać. Po chwili przestał marszczyć brwi i rozluźnił pięści. Jego furia przywołała jedne z moich najgorszych wspomnień.

- Nie bój się - szepnął Sean, ale te słowa wcale mnie nie uspokoiły.
Zacząłem się jeszcze bardziej denerwować, a na czole mimowolnie pojawiły się kropelki potu. Jego wyraz twarzy nie ujawniał żadnych emocji.
Przywarł mnie do ściany, a nasze usta dzieliło zaledwie kilka centymetrów. Czułem ciepły oddech. Próbowałem wtopić się w ścianę, co było niemożliwe. Mocno zacisnąłem powieki. Wtedy zmniejszył odległość między nami do zera, brutalnie wpychając mi swój język do ust. Miałem odruch wymiotny. Nagle przywarł do mnie całym ciałem, przez co miałem trudności z oddychaniem. 
W oddali usłyszałem zbliżające się kroki. Chłopak odskoczył ode mnie jak oparzony i ruchem ręki wskazał mi, żebym znalazł sobie jakąś kryjówkę. Z ulgą od niego uciekłem, żeby schować się za szafki. Nagle usłyszałem głos innego członka drużyny.
- Co ty tu robisz? - zapytał tępo.
- Przyszedłem na trening, kretynie - warknął Sean w odpowiedzi.
Ktoś inny zaśmiał się głośno, a jego śmiech odbił się echem po pustej szatni.


Odruchowo wstrzymałem oddech, w obawie, że mnie znajdą. Powoli próbowałem wyjść, pozostając niezauważonym. Na szczęście udało mi się za pierwszym razem. Gdy tylko wyszedłem na boisko, odetchnąłem z ulgą. Nie obracając się za siebie pobiegłem jak najdalej to było możliwe, ale nieubłaganie gonił mnie strach, a łzy utrudniały widoczność.

- Harry, co się stało? - zmartwiony głos Nialla przywrócił mnie do rzeczywistości.
Potrząsnąłem głową, odganiając od siebie mroczne myśli. Momentalnie zrobiło mi się słabo, ledwo stałem na nogach. Odruchowo złapałem ramię Nialla.
- Przepraszam - powiedział. - Nie chciałem cię wystraszyć.
Fakt, trochę mnie przeraził. Wtedy złapał moją dłoń, przyciągając do siebie. Jego usta były na wysokości mojej szyi. Czułem bicie serca i ciepły oddech.
- Chodźmy stąd - rzucił. - Mam dość tego miejsca.
Zaczęliśmy schodzić po schodach, gdy nagle poczułem rażące ciepło. Spojrzałem na szybę na półpiętrze, w której zobaczyłem płomień. Zbiegłem tam czym prędzej, a moim oczom ukazało się jedynie morze ognia. Bez wahania pociągnąłem Nialla za rękę i zaprowadziłem na górę. Trzęsącymi rękami wyciągnąłem telefon z kieszeni, próbując zadzwonić po pomoc. Blondyn miał oczy przepełnione strachem równie bardzo jak ja. Nie wiedziałem, czy mam powiedzieć imprezowiczom o zagrożeniu, obawiałem się paniki. Gdy się zastanawiałem, usłyszałem nagle sygnał syreny strażackiej.
Jak szybko.
Lecz robiło się bardziej gorąco, na tyle, że ujrzałem na czole Nialla kropelki potu. Nie chciałem dłużej stać bezczynnie, więc pospiesznie zaprowadziłem go do mieszkania. Tam wciąż nie ustawała zabawa. Nagle usłyszałem krzyk, ktoś najwyraźniej się zorientował. Tak jak przewidywałem, wszyscy zaczęli panikować i biegać w koło po pokoju. Ktoś nawet postanowił wyjść na korytarz, ale szybko wrócił, gdy tylko zobaczył co stoi mu na drodze. Właśnie tego najbardziej się obawiałem, ale świadomość o przybyłej pomocy bardzo mnie uspokajała. Niespodziewanie przez okno wskoczył strażak, trzymający wąż. Przebiegł obok nas, żeby gasić pożar. Chwilę później do mieszkania wskoczyła para kolejnych ratowników. Zaczęli po kolei wyprowadzać ludzi tym samym wejściem, którym się dostali do środka.

*Niall*
Nagle jeden strażak chwycił Harry'ego za ramię i pociągnął za sobą. Chłopak nie protestował, ale posłał mi wystraszone spojrzenie. Zjawiły się posiłki, próbując powstrzymać szybko rozprzestrzeniający się ogień. Miałem wrażenie, że zostałem sam w mieszkaniu. Gdy rozejrzałem się w około, zrozumiałem, że na prawdę tak było.
- Nie! - usłyszałem pisk Harry'ego.
Znowu na niego popatrzyłem; zaczął machać rękami i wyrywać się z uścisku mężczyzny. Nie miałem pojęcia dlaczego tak zareagował. Odwróciłem się, ale zamiast zrozumieć, upadłem na rozgrzane kafle. Reakcją na spotkanie z podłogą był jedynie przeszywający ból w czaszce.
Cholera.

czwartek, 17 kwietnia 2014

Rozdział 7.

*Harry*
Gdy na korytarzu mijałem Lucasa, szturchnął mnie w bark. Nie mogłem uwierzyć w to, że taki ponury dryblas... nie. Coś tu jest nie tak, ale jeszcze nie wiedziałem co. Potrząsnąłem głową, chcąc odgonić od siebie te dziwne myśli; miałem kogoś innego na głowie.
Swoimi ostatnimi słowami niewątpliwie uraziłem Nialla, przez co teraz czułem się okropnie. Wcale nie chciałem, żeby mnie wtedy zostawiał, ale jak zwykle musiałem powiedzieć coś przeciw samemu sobie. Bez przerwy o nim myślałem, a chyba nawet... tęskniłem? Tak, brakowało mi go. Wybrałem jego numer w telefonie i wpatrywałem się w niego tępo. Zadzwonić? Pewnie nawet nie ma ochoty ze mną rozmawiać.
Podniosłem wzrok i wlepiłem go w ścianę, przed którą stałem.
Wyślę sms-a. Tak, zrobię to.
Napisałem wiadomość, a odpowiedź dostałem nadzwyczaj szybko. Może on właśnie czekał na to, aż się odezwę? Chociaż jego reakcja nie wyglądała zbyt entuzjastycznie.



*Niall*
- Harry? - westchnąłem, bawiąc się kosmykiem jego włosów.
- Tak?
- Zastanawiam się, dlaczego tak mnie do ciebie ciągnie? Nawet jak jesteś oschły i mnie odpychasz to i tak wracam.
- Wyglądałeś na rozsądnego chłopaka - zaśmiał się pod nosem, po czym natychmiast spoważniał. - Przepraszam.
- Za co? - wcale nie potrzebowałem od niego przeprosin.
- Za to jaki jestem.
Zachichotałem, ale gdy zobaczyłem jego minę zrozumiałem, że mówi absolutnie poważnie. Nawet zrobiło mi się go szkoda, że tak o sobie myśli. Nie rozumiałem, dlaczego miał taką niską samoocenę? Przecież to wyjątkowa osoba. W końcu się w nim zakochałem - tak, to się stało, kompletnie straciłem dla niego głowę. Tak na prawdę to nawet nigdy mu tego nie mówiłem, nawet jeśli to sprawa oczywista. Postanowiłem nie zwlekać dłużej.
- Kocham cię - szepnąłem, odgarniając mu niesforne kosmyki z czoła.
Wytrzeszczył na mnie oczy, najwyraźniej zaskoczony moim nagłym wyznaniem. Po chwili jednak ponownie spojrzał na mnie poważnie. Wyciągnął rękę w stronę mojego policzka, żeby musnąć go opuszkami swych palców. Dotyk jego dłoni był nadzwyczaj przyjemny, przez co odruchowo przymknąłem oczy.
- Jesteś kompletnym wariatem - powiedział, dusząc śmiech. - Ale o dziwo też cię kocham.
- O dziwo, tak? Co w tym takiego dziwnego?
W odpowiedzi uśmiechnął się i zmrużył oczy. Droczył się ze mną. Wyglądał tak niewinnie, że musiałem go pocałować. Nie było to zbyt wygodne, gdyż musiałem mocno zgiąć plecy, żeby dotrzeć do jego głowy, spoczywającej na moich kolanach.
Czasem zacinałem się na chwilę, nie mogąc oderwać wzroku od jego głębokich, zielonych oczu.
- Połóż się - polecił, siadając.
Posłusznie ułożyłem się na kanapie, a po tym on poszedł w moje ślady. Obrócił twarz tak, żeby móc ją wtulić w moją pierś. Zacząłem gładzić go po włosach, kiedy poczułem jego kolano w swoim kroczu. Przesunął palcem po mojej dolnej wardze, a wtedy ktoś otworzył frontowe drzwi. Usiadłem gwałtownie, kiedy Harry opadł ciężko na poduszkę.
- Zrobiłam zakupy na pocieszenie! - krzyknął znajomy mi głos. - Włącz jakiś film, będziemy jeść lody.
- Ee, Donna? - Harry posłał jej groźne spojrzenie.
- Ups, chyba przyszłam nie w porę...
Po tych słowach położyła torby z zakupami na stole i podeszła do kanapy. Stojąc za nią, zajrzała za oparcie w niewiadomym dla mnie celu.
- Dobrze, że macie na sobie spodnie - wybuchnęła śmiechem.
Zaczesałem grzywkę na czoło, oblewając się rumieńcem.
Czy ona zawsze była taka bezpośrednia? Jakby nigdy nic jej nie peszyło, ani nie krępowało.
Bez wahania usiadła obok nas na kanapie i położyła nogi na stoliku do kawy.
- Harry, proszę podaj mi lody - powiedziała.
- Sama sobie podaj, najlepiej w swoim domu - żachnął się Harry.
- U mnie nie ma wody, pękła rura.
- Nie obchodzi mnie to! Możesz się nie myć przed kilka dni, przeżyjesz.

*Harry*
Donna beztrosko rozwaliła się na kanapie, a mi automatycznie podskoczyło ciśnienie. Nieudane próby wyproszenia jej skończyły się jedynie wzmożeniem złości.
Ona zwariowała...
Jakby nigdy nic włączyła telewizor i podłożyła sobie poduszkę pod plecy. Nie zastanawiałem się długo; wziąłem Nialla za rękę i wyszliśmy z mieszkania.
Na dworze było już na prawdę zimno; zbliżała się zima. Włożyłem ręce do kieszeni kurtki, żeby je ogrzać, a złe emocje powoli zaczęły ze mnie wypływać.
- A tak właściwie to gdzie idziemy? - usłyszałem nagle. - Jak chcesz to możemy pójść do mnie.
Zatrzymałem się nagle, zaskoczony tą propozycją. Nawet nie wiedziałem gdzie mieszka.
- Tak - przytaknąłem.
Chwycił mnie pod łokieć i zawrócił.
Gdy doszliśmy na przystanek, wsiedliśmy do autobusu. Zająłem wolne miejsce przy oknie, a Niall usiadł obok i położył mi głowę na ramieniu. Od razu zrobiło mi się cieplej, a uśmiech nie chciał się ode mnie odczepić.
Po wyjściu z autobusu zaprowadził mnie w stronę jednego z wielu budynków. Weszliśmy na drugie piętro, a zza drzwi dobiegała głośna muzyka.
- Tylko nie to... - powiedział Niall, naciskając klamkę.
W środku było pełno ludzi, przez co panował tam okropny zaduch.
Poczułem jak mocno zaciska dłoń na moim nadgarstku. Zaczął przeciskać się przez tłum w kierunku kuchni, której było więcej luzu. Przy blacie obściskiwała się jakaś para. Niall ich rozdzielił i zwrócił się do chłopaka.
- Co tu się dzieje? - warknął.
- Imprezka - odparł tamtej spokojnie. - Nie widać?
- Nie mieszkasz tu sam.
- Zapomniałem, bo nie było cię tu przez cały dzień.
- Wygoń ich!
- Mam kończyć zabawę, dlatego że przyprowadziłeś swojego chłopaka? - złość narastała z obu stron.
Oboje zaczęli mierzyć się wrogimi spojrzeniami, co mnie krępowało. Nie chciałem tu przychodzić, żeby rozwalić czyjąś imprezę...
Pociągnąłem blondyna za rękaw bluzy, próbując oderwać go od kłótni.
- Niall, nie musimy tu siedzieć... Możemy wyjść.
On mnie jednak nie słuchał. Musiał na prawdę się zdenerwować, bo sprzedał koledze siarczystego plaskacza. Zaskoczony zakryłem usta dłonią. Tamten nie zastanawiał się długo nad rewanżem. Kiedy Niall chciał wyskoczyć na niego z pięściami, złapałem go w pasie i zaciągnąłem siłą na zewnątrz.

sobota, 5 kwietnia 2014

Rozdział 6.

*Harry*
- Hej, pedale! - usłyszałem za sobą.
Nie odwróciłem głowy, chociaż dobrze wiedziałem, że te słowa były kierowane do mnie. Zacisnąłem zęby i szedłem dalej. Nie mogłem pozwolić na to, żeby ktoś mną pomiatał; kiedyś wystarczająco się nade mną znęcali.
Kroczyłem przez dziedziniec, aż nagle ktoś mnie zatrzymał w samym jego centrum. Był to potężny koleś w kurtce futbolowej drużyny z uczelni. Przez chwilę poczułem się jakbym znów był w liceum, a to przywołało okropne wspomnienia.

- Zostawcie go! - krzyknął mój wybawca.
- Czemu bronisz takiego frajera? - oburzył się przedstawiciel atakującej mnie grupy. - A może ci się podoba?
Reszta wyciągnęła długie "Uuu", na co Sean zacisnął dłonie w pięści.
- Odbiło ci? - warknął. - Zmywajmy się stąd. Nie ma sensu tracić czasu na tego śmiecia.
To jedno zdanie mnie dobiło. Skuliłem się w kłębek i przywarłem mocniej do ściany. Sean pociągnął za sobą Tony'ego, po czym cała grupa odeszła, zostawiając mnie samego.
Odetchnąłem z ulgą i wyprostowałem nogi. Czemu oni się nade mną znęcali? Niczym im nie zawiniłem...

- Nie panosz się tak - głos dryblasa sprowadził mnie na ziemię.
Spojrzałem na jego rękę zaciśniętą na moim przedramieniu, po czym wyrwałem się z mocnego uścisku. Zignorowałem go i poszedłem dalej. Najwyraźniej nie spodziewał się takiej reakcji, bo nie szedł za mną dalej.

*Niall*
Czekałem na Harry'ego w kawiarni, aż skończy pracę; planowaliśmy iść do kina. Przyglądałem się mu, gdy zaparzał kawę, co chwilę spoglądając na zegarek. Byle do szóstej... Kiedy wybiła ta godzina, gwałtownie wstałem ze swojego miejsca. Podbiegłem do bruneta, zdjąłem jego fartuch i czym prędzej odwiesiłem go na wieszak. Potem chwyciłem chłopaka za rękę i wybiegłem z lokalu, machając Donnie na pożegnanie.
Gdy wyszliśmy na ulicę, Harry zaczął się śmiać; wyglądał wtedy tak cudownie, że nie mogłem oderwać od niego wzroku.
Poszliśmy w stronę kina.
- Jaki film obejrzymy? - zapytał.
- Jakiś straszny - odparłem podekscytowany; uwielbiałem horrory.
Harry jedynie jęknął w odpowiedzi. Spojrzałem na niego pytająco.
- Nie możemy iść na coś romantycznego? - stękał.
- Nie. Będzie fajnie, obiecuję.
Kupiłem nam bilety na najbliższy seans i weszliśmy do środka. Zajęliśmy miejsca z tyłu sali, żeby później niecierpliwie czekać, aż zgasną światła. Ludzie siadali bliżej ekranu, ale tak na prawdę to nie oni mnie interesowali.
Przyglądałem się naszym splecionym dłoniom, aż nagle w sali zrobiło się zupełnie ciemno.
Film od razu rozpoczęły brutalne, krwawe sceny. Harry zasłonił oczy, co poskutkowało u mnie napadem śmiechu. W naszą stronę obróciło się kilka głów, bo raczej nikogo nie bawi plaga zombie.
- Nie chcę tego oglądać - bąknął Harry, przez co zrobiło mi się go szkoda. Nie wiedziałem, że jest aż tak wrażliwy.
Złapałem go za rękę, a ten popatrzył na mnie smutnym wzrokiem. Westchnąłem ciężko i zaraz po tym wyszliśmy z kina. Szedłem wpatrzony w czubki swoich butów, rozmyślając. Wcale go nie znam, a z czasem dowiaduję się jedynie jak wiele rzeczy nas różni. Wydawał się być kompletnym przeciwieństwem mnie.
Zerknąłem w jego stronę; miał spuszczoną głowę.
- Hej - szturchnąłem go w ramię.


Popatrzył mi prosto w oczy, a na jego ustach pojawił się jakby cień uśmiechu. Liczyłem na to, że przerwie ciszę, ale zamiast tego nagle gwałtownie się odwrócił.
- O co chodzi? - zapytałem zdezorientowany.
- Przechodził ktoś kogo zazwyczaj unikam.
- Kto taki?
- Nikt ważny - unikał odpowiedzi.
- Ale jednak nie chciałeś, żeby cię zauważył - naciskałem; nie odpuszczę.
- Jakiś koleś, który nie specjalnie za mną przepada.
Złapałem go za ramiona.
- Jeśli ci dokucza to powiedz. Mogę to jakoś załatwić.
- Nie trzeba - odparł, wyrywając się z mojego uścisku.
Poczułem jak narasta we mnie złość. Zacisnąłem zęby, a ręce włożyłem do kieszeni spodni i poszedłem dalej. Ugryzłem się w język, żeby tylko nie powiedzieć czegoś czego mogę później żałować. Nie podobało mi się to, że ukrywał coś przede mną. A może tym chciał dać mi znać, że nie jest mną zainteresowany? Powoli zaczynało mnie denerwować jego niezdecydowanie. W jednej chwili postanowiłem dowiedzieć się o co mu chodzi.
- Harry - przystanąłem. - Powiedz mi szczerze: czy mam sobie pójść?
- Tak - powiedział bez zastanowienia.
Zaskoczyła mnie ta odpowiedź. Najwyraźniej nie tego się spodziewałem, a pewna cząstka mnie wciąż liczyła na to, że powie "nie". Nie potrzebnie traciłem tyle czasu na rozmyślanie nad tym; mogłem od razu zadać to pytanie, nie byłoby żadnego problemu.
- W porządku - westchnąłem. - W takim razie do zobaczenia.

*Harry*
Patrzyłem na niego, gdy odchodził. Znowu go zdenerwowałem, przez co czułem się jak jeszcze większy idiota. Zacisnąłem dłonie w pięści, powstrzymując krzyk. Po chwili poszedłem w swoją stronę. Nagle ktoś chwycił moją kurtkę i przycisnął mnie do ściany. Zobaczyłem przed sobą surową twarz chłopaka, który zaczepił mnie rano. Nie wyglądał zbyt przyjaźnie. Zmrużyłem oczy, przygotowując się na cios w szczękę. Zamiast knykci na policzku poczułem jego usta. Otworzyłem szeroko oczy ze zdziwienia, po czym od razu go odepchnąłem.
- Cholera! - krzyknąłem, nie mogąc wydusić z siebie nic innego.
Tak bardzo mnie zamurowało, że miałem wrażenie jakby moje stopy stopiły się z betonowym chodnikiem. Chłopak mocno zacisnął usta, żeby po chwili odbiec bez słowa. Odetchnąłem, czując ulgę, ale nie trwało to długo. Nie byłem w stanie pozbyć się z głowy dziwnych myśli. Bez przerwy kląłem pod nosem, nie wiedząc jak inaczej wyrazić swoje uczucia. Jedyne określenie jakie przychodziło mi na myśl to zdezorientowanie.

sobota, 22 marca 2014

Rozdział 5.


*Harry*
Otworzyłem oczy i poznałem, że wciąż leżę na kanapie w salonie. Moich uszu dobiegła miła muzyka z płyty. Podniosłem głowę, żeby się rozejrzeć. Wtedy ujrzałem Nialla, krzątającego się w kuchni. Ponownie opadłem na poduszkę, a po chwili ujrzałem jego twarz tuż nad swoją. Zbliżył się niebezpiecznie blisko, co spowodowało szybsze bicie serca. Nawet nie wiem kiedy nasz usta się złączyły. Poczułem przypływ gorąca, a policzki zaczęły mi płonąć.
- Nie gniewasz się, że zostałem na noc? - zapytał.
- W porządku - bąknąłem.
Od jego zapachu zakręciło mi się w głowie. Miałem wrażenie, że za moment stracę przytomność. Wtem zajął miejsce obok mnie, obejmując mnie w pasie. Sofa, na której leżeliśmy nie była zbyt szeroka, więc nasze ciała musiały się stykać. Czułem na szyi jego oddech, co przyprawiało mnie o przyjemne dreszcze. Piosenka, lecąca w tle nieco mnie uspokajała, przez co ponownie zamknąłem oczy.

*Niall*
Złożyłem delikatny pocałunek na linii jego żuchwy, a rękę wsunąłem mu pod koszulkę. Tym razem nie protestował, tylko chwycił moją dłoń. Wtedy nachyliłem się nad nim, a nasze usta się złączyły. Ten pocałunek był namiętny i wcale nie miałem ochoty go kończyć. Uwielbiałem słodki smak jego malinowych warg, przez co mógłbym na zawsze pozostać w tej pozycji. Palce drugiej ręki wplotłem w brązowe loki, napawając się ich miękkością. Nagle gwałtownie odsunął się ode mnie, spuszczając głowę.
-  Coś nie tak? - zapytałem.
- Nigdy czegoś takiego nie czułem - wyszeptał. - Z każdą sekundą zakochuję się w tobie coraz bardziej, co zaczyna mnie przerażać.
Kompletnie mnie zatkało, ale okazało się, że to nie wszystko co miał do powiedzenia. Jedno słowo zapoczątkowało lawinę, więc jedyne co mi pozostało to słuchać go uważnie.
- Czuję jakbym znał cię od zawsze - ciągnął dalej. - Ufam ci jak nikomu innemu. Jesteś wyjątkowy i wiem już, że tylko ciebie chcę. Jak już mam ryzykować to wszystko albo nic. Potrzebuję twojej obecności.
- Ależ jestem tu, Harry - wtrąciłem, ponownie łapiąc jego dłoń. - Jestem gotowy zostać przy tobie na zawsze, bo wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia. Myślę, że to przeznaczenie.
Miałem nieodpartą ochotę zerwania z niego ciuchów. Wyglądał tak niewinnie, a jego policzki oblane były czerwienią. Wtem niespodziewanie obalił mnie na kanapę, znajdując się nade mną. Wpił się w moje usta, a o tym właśnie marzyłem. Wsunąłem ręce w tyle kieszenie jego spodni. Od jego ciała bił niesamowity gorąc. Składał kolejne pocałunki wzdłuż mojej szyi.
- Niall? - szepnął nagle.
- Tak?
Odsunął się ode mnie, podciągając kolana pod brodę. Od razu usiadłem bliżej niego, żeby móc dotknąć jego ciepłego policzka.
- Muszę iść - powiedział. - Spóźnię się na wykłady.
Gwałtownie wstał z kanapy i poszedł do innego pomieszczenia. Postanowiłem podążać za nim. Tuż po nim przekroczyłem próg łazienki, w której było nadzwyczaj chłodno. Niespodziewanie ściągnął swoją szarą koszulkę, po czym odwrócił się w moją stronę.


- Możesz... - zaczął, ale nie musiał kończyć, bo od razu wiedziałem o co mu chodzi.
Wyszedłem, zamykając za sobą drzwi, mimo tego że bardzo chciałem tam zostać, żeby móc przyglądać się jego nagiemu ciału. Na samą myśl o tym zrobiło mi się gorąco. Podszedłem do okna. Zza niego widać było piękną panoramę Londynu. Westchnąłem ciężko. Tak ciężko było mi go rozgryźć. Cały czas ode mnie uciekał i nie dał się poznać. Nie dawało mi to spokoju. Czasem miałem ochotę krzyczeć z bezsilności.

*Harry*
Kiedy wyszedłem z łazienki zobaczyłem Nialla. Miał spuszczoną głowę, przez co wyglądał na smutnego. Nie miałem ochoty go zostawiać, ale musiałem. Chwyciłem jego dłoń i pociągnąłem za sobą. Zarzuciłem torbę na ramię i wyszliśmy z mieszkania. Szliśmy w milczeniu, chociaż nie wiedziałem dlaczego. Bałem się przerwać tę ciszę, żeby znowu nie zrobić z siebie idioty. Nagle przypomniałem sobie smak jego warg i odruchowo zakryłem usta dłonią. Popatrzył na mnie pytająco, ale ja tylko spuściłem głowę.
Odprowadził mnie aż pod same drzwi uczelni. Czułem na sobie wzrok innych, co bardzo mnie speszyło, nie wiedziałem jak się zachować. Niall przybliżył się o mnie, ale odsunąłem go od siebie. Najwyraźniej poczuł się urażony, bo posłał mi spojrzenie spode łba.
- Zadzwonię do ciebie później - powiedziałem.
- Jasne - odpowiedział bezwiednie, odchodząc.
Patrzyłem na niego jeszcze przez chwilę. Miałem ochotę po prostu za nim pobiec i rzucić się mu w ramiona, ale cały czas czułem jakąś blokadę. Ostatnie co widziałem to jak chował ręce do kieszeni swoich spodni. Później poszedłem do sali, chociaż kompletnie nie miałem ochoty na naukę.

wtorek, 4 marca 2014

Rozdział 4.

*Niall*
Gdy tylko poczułem jego wargi na swoich, odskoczyłem jak oparzony. Kompletnie się tego nie spodziewałem. Wytrzeszczyłem na niego oczy. Wyglądał na smutnego. Kurde... Nie chciałem go w żaden sposób urazić. Jednak wszystko wskazywało na to, że właśnie to zrobiłem. Nie miałem pojęcia jak się z tego wyplątać. Wtem w jego oczach ujrzałem łzy. Jest bardzo źle! Pojedyncza kropla spłynęła mu po policzku. Pospiesznie wytarłem ją kciukiem. Korzystając z okazji, opuszkami palców musnąłem jego skóry. Niespodziewanie odsunął się ode mnie. Cholera... wszystko zepsułem.
- Nie wysilaj się - szepnął. - Mogłeś powiedzieć od razu.
- Powiedzieć o czym? - szczerze mnie zdziwł.
- Nie udawaj teraz - widząc mioją zdezorientowaną minę, postanowił przejść do sedna. - O tym, że nie jesteś gejem.
Jego bezpośredniość przyprawiła mnie o rumieńce. Nigdy nie lubiłem tak o sobie mówić, a on nagle krzyczy mi to prosto w twarz. Zwyczajnie mnie zamurowało. Zabrakło mi słów. Patrzyłem na niego, obserwując jak gniew przeradza się w zażenowanie. Cała ta sytuacja stała się bardzo krępująca, a cisza jedynie to pogarszała. Czemu go odepchnąłem? Zaprzeczałem sam sobie, bo właśnie tego chciałem, a kiedy on zrobił pierwszy krok, to ja na przekór światu musiałem wszystko zniszczyć. Idiota ze mnie... Opuściłem głowę, wlepiając wzrok w swoje kolana.
- Przepraszam - wybąkałem w końcu. - Na prawdę mi się podobasz.
Po wypowiedzeniu tych słów, poczułem jak zalewa mnie fala gorąca. Nie mogłem uwierzyć, że to zrobiłem. Bałem się podnieść wzrok, w obawie o jego reakcję. Po chwili się przemogłem. Na twarzy Harry'ego nie dostrzegłem żadnej ze znanych mi emocji. Uniosłem brew w nadziei, że ten coś powie. Wreszcie się doczekałem.
- Więc czemu mnie odepchnąłeś? - zapytał waraźnie urażony.
- Zrobiłeś to tak niespodziewanie...
- Nie mogłem się powstrzymać. Twoje usta wyglądały tak... słodko.
Dokładnie to samo mógłbym powiedzieć o nim, ale jak zwykle brakowało mi odwagi. Nieśmiało chwyciłem jego dłoń, prosząc w myślach, żeby to jakoś pomogło. Automatycznie poczerwieniały mu policzki. Wyglądał wtedy tak uroczo... Wtedy postanowiłem spróbować jeszcze raz. Powoli zbliżyłem się, przymykając oczy. Kciukiem przejechałem po jego dolnej wardze, żeby po chwili położyć na niej swoje usta. Palcami jednej dłoni przeczesałem te brązowe loki. Dając się ponieść emocjom, drugą rękę wsunąłem pod jego koszulkę. Nie przerywając pocałunku, pospiesznie ją spod niej wyciągnął. Zaśmiałem się w duchu. Po dłuższej chwili oderwałem się od jego cudownych ust, chociaż od razu chciałem znów go pocałować. Ten patrzył na mnie szeroko otwartymi oczami. Zachowywał się jakby odebrało mu mowę. Zachichotałem, po czym odetchnąłem ciężko. Nie mogłem oderwać od niego wzroku, co wyraźnie go speszyło. Oblał się rumieńcem, spuścił głowę, a dłonie zacisnął w pięści.
- Nie gniewaj się na mnie - powiedziałem, dotykając jego kolana.
- Czemu miałbym? - bąknął.
- Dlaczego jesteś taki nieśmiały? - zapytałem, ignorując jego pytanie.

*Harry* 
To pytanie spowodowało wybuch w moim sercu. W jednej chwili wszystkie wspomnienia wróciły. Łzy nieproszone napłynęły mi do oczu. Wcale nie chciałem do tego wracać. Niall zauważył, że płaczę, mimo że próbowałem to ukryć.
- Ej! - wystraszył się. - Przepraszam jeśli cię uraziłem.
W odpowiedzi wydałem z siebie jedynie żałosny jęk. Nie byłem w stanie nic powiedzieć. Czemu nie potrafię pohamować swoich emocji?
- Harry... - szepnął. - Spójrz na mnie.
Po chwili wewnętrznej walki, w końcu podniosłem wzrok. Miał bardzo poważną minę i chyba dostrzegłem w niej zatroskanie.


- Widzę, że to grubsza sprawa - ciągnął dalej. - Chcesz mi o tym opowiedzieć?
Skinąłem głową. To dla mnie na prawdę ciężki temat, ale w krótką chwilę podjąłem decyzję, że chcę się tym z nim podzielić. Szykowałem się właśnie do opowiedzenia historii swojego życia, kiedy nagle doszedłem do wniosku, że to nie jest właściwe miejsce. Rozejrzałem się wokoło w poszukiwaniu jakiejś lepszej lokacji. Niestety nic mi nie odpowiadało. Bez zastanowienia, chwyciłem dłoń Nialla i ruszyłem w stronę przystanku autobusowego.
- Gdzie idziemy? - zapytał.
- Do mnie.
Przez całą drogę ściskałem jego rękę w obawie, że niespodziewanie mnie opuści. Przed drzwiami mieszkania, zwolniłem uścisk, co wcale się do mnie nie uśmiechało. Nacisnąłem klamkę, żeby szybko wprowadzić go do środka. Kątem oka ujrzałem, że zaciekawiony rozgląda się po wnętrzu. Usiadłem na sofie, a on tuż obok mnie. Przyjąłem wygodną pozycję i znowu złapałem jego ciepłą dłoń. Ponownie zaczerpnąłem powietrza.
- Kiedyś ktoś mnie wykorzystał - szepnąłem. - Przez co teraz jestem taki jaki jestem.
- Co dokładnie się wydarzyło? - dopytywał.
- Nigdy nikomu tego nie mówiłem...
- Jeśli nie chcesz to do niczego nie będę cię zmuszać, ale wiedz, że możesz mi zaufać.
Nie mogłem zrozumieć dlaczego, ale na prawdę darzyłem go zaufaniem. Był taki prawdziwy. Próbowałem powstrzymać łzy, które za wszelką cenę chciały ujrzeć światło dzienne.
- Niall? - zacząłem. - Mogę ci powiedzieć to kiedy indziej? Nie potrafię teraz...
- Oczywiście.
- Chcę żebyś po prostu tu był.
Posłał mi pocieszające spojrzenie, po czym przyciągnął do swojej piersi. Czułem szybkie bicie jego serca. Wydawał mi się być taki szczery. Zachowywał się jakby na prawdę mu na mnie zależało, ale podświadomość szeptała mi, żebym nikomu nie ufał. Tworzyłem w głowie najgorsze scenariusze i za nic w świecie nie mogłem się od nich uwolnić. Zacząłem dokładnie przyglądać się jego dłoni. Kciukiem zataczał koła na wierzchu mojej. Rozmyślałem intensywnie nad tym co właściwie miało miejsce. Siedziałem przytulony do kompletnie mi obcego człowieka. Więc dlaczego tak bardzo pragnąłem jego bliskości?

sobota, 15 lutego 2014

Rozdział 3.

*Harry*
Gdy tylko otworzyłem drzwi mieszkania, Donna wbiegła do środka jakby była u siebie. Położyła się na kanapie, a nogi zarzuciła na stół. Zdejmując buty, czułem na sobie jej wzrok. Po chwili zająłem miejsce obok dziewczyny. Dobrze znałem to spojrzenie. Czekała aż jej coś powiem. Zawsze kiedy czegoś chciała, mierzyła mnie tym swoim przenikliwym spojrzeniem i nie ustępowała, dopóki nie zdobyła wystarczająco dużo informacji. Przez jakiś czas wpatrywaliśmy się tak w siebie, aż w końcu przegrałem. Nie mogłem dłużej tego znieść. Odchylając głowę, zacząłem wpatrywać się w sufit. Wypuściłem powietrze z płuc, żeby za chwilę zacząć mówić. Opowiedziałem przyjaciółce dokładnie, jak zrobiłem z ciebie idiotę. Momentami, moją twarz pokrywał rumieniec. Na samą myśl o blondynie moje policzki oblewały się czerwienią. Podwinąłem kolana do piersi, licząc na to, że w ten sposób zmniejszę trochę upokorzenie. 


*Niall*
Wieczorem zebrałem wszystkie pieniądze, wrzucone do mojego pokrowca na gitarę. Znowu udało mi się zarobić niezłą sumę. Usta automatycznie wykrzywiały się w uśmiechu. Wziąłem swoje rzeczy i ruszyłem w stronę schodów. Niebo wyglądało przepięknie. Moje ulubione połączenie różu, fioletu i pomarańczy. Wpuściłem powietrze do płuc, napawając się cudowną jesienią.
Kiedy przechodziłem obok kawiarni, zerknąłem przez szybę, żeby zobaczyć kto stoi za ladą. Rozczarowany widokiem niskiej blondynki, poszedłem dalej. Mijając przystanek autobusowy, kątem oka ujrzałem burzę rudych loków. Zerknąłem w ich stronę i poznałem dziewczynę, która pracowała tam gdzie on. Jak na zawołanie, odwróciła głowę w moją stronę. Szybko wlepiłem wzrok w swoje stopy, przyspieszając kroku. Prosiłem w duchu, żeby tylko nie podeszła do mnie, a ta jak na przekór wszystkiemu, chwyciła mnie za łokieć.
- Wpadniesz jutro do naszej kawiarni? - zaproponowała, szczerząc zęby.
Myślami od razu powędrowałem do chłopaka, stojącego przede mną z kubkiem kawy. Byłbym głupi gdybym jej teraz odmówił. Wyczekująco patrzyła na mnie wielkimi, brązowymi oczami. W końcu odpowiedziałem jej skinięciem głowy. Dziewczyna odetchnęła z ulgą, po czym rzuciła mi się na szyję. Po chwili odeszła, posyłając mi jeszcze jeden uśmiech na pożegnanie. Starając się o niczym nie myśleć, poszedłem w swoją stronę.

Rano, gdy tylko otworzyłem oczy, chciałem jak najszybciej wyjść z domu. W ekspresowym tempie wykonałem wszystkie niezbędne czynności. Chwyciłem pokrowiec z gitarą i ruszyłem na miasto. Nie wiedziałem, o której mam być w kawiarni, ale nie mogłem wytrzymać czekania. Mijając zaspanych ludzi, pędziłem w stronę centrum. Spojrzałem na zegarek. Dopiero jedenasta. A co jeśli jeszcze go tam nie ma? Zwolniłem trochę. Chyba postradałem zmysły... Przypomniałem sobie gdzie idę i w jakim celu. Serce od razu zaczęło bić szybciej. Spokojnie, zachowaj spokój. Wtedy otworzyłem drzwi i wszedłem do pomieszczenia, w którym unosił się zapach kawy.


*Harry*
Śmiałem się właśnie z wygłupów Donny, kiedy usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi. Spojrzałem w ich stronę i ujrzałem blondyna z gitarą. Mimowolnie zaczerwieniły mi się policzki. Gdy chłopak zbliżał się do lady, czułem narastające ciepło. Jakby nigdy nic, stanął przede mną, posyłając cudowny uśmiech. Myślałem, że jeszcze chwila i się rozpłynę.
- Cieszę się, że jesteś! - pisnęła ruda, klepiąc go w plecy. - Jestem Donna.
- Niall - odparł, wyciągając rękę w jej stronę.
Uważnie obserwowałem każdy jego ruch. Marzyłem, żeby dotknąć jego skóry chociaż na moment. Wtem jak na zawołanie, uścisnął także moją dłoń. Poczułem kolejną falę gorąca i coś jakby porażenie prądem. Nogi zaczęły zamieniać się w watę. Dziwiło mnie, że wciąż mogę ustać prosto. Uspokój się!

Wiedziałem, że to nie ma szans na dobre zakończenie... Donna jak zwykle musiała mnie w coś wrobić. Przez jej kombinacje, zostałem skazany na siedzenie z Niallem w parku. Chłopak cały czas coś opowiadał, a ja go tylko słuchałem ze spuszczoną głową. Nie mogłem na niego patrzeć w obawie, że ujrzy moją czerwoną twarz. Nie było żadnego sposobu żeby powstrzymać te cholerne rumieńce. Nie dawało mi to spokoju. Nagle Niall wyrwał mnie z zamyślenia.
- Harry, czy ty mnie w ogóle słuchasz? - zapytał.
- Jasne - odparłem pospiesznie. - Mówiłeś skąd jesteś.
- Tak, piętnaście minut temu...
Jaki ze mnie idiota... W tej chwili moim jedynym marzeniem było stać się niewidzialnym. Ukryłem twarz w dłoniach.
- Jeśli mnie nie lubisz to nie będę cię męczyć - powiedział.
- Nie! - zareagowałem chyba zbyt gwałtownie.
Chłopak spojrzał na mnie pytająco. Wtedy postanowiłem zaryzykować wszystko. Już i tak zdążyłem się ośmieszyć, więc nie miałem nic do stracenia. Przysunąłem się do niego na tyle blisko, że dotykałem jego uda. Chyba kompletnie oszalałem. Automatycznie wstrzymałem oddech. Przybliżyłem się jeszcze bardziej, tak że nasze twarze dzieliło zaledwie kilka centymetrów.  Po chwili, nie zważając na nic, pocałowałem go.

piątek, 24 stycznia 2014

Rozdział 2.

*Harry*
- Co tak za nim patrzysz? - powiedziała Donna, opierając się o ladę.
- Na kogo? - odparłem jakby nigdy nic.
- Nie świruj. Widziałam jak ci się ręce trzęsły.
Przewróciłem oczami, po czym odwróciłem się do niej plecami. Nałożyłem na talerz kawałek sernika i podsunąłem go dziewczynie. Na jej twarzy automatycznie pojawił się uśmiech. Kiedy wypchała sobie usta ciastem, wykorzystałem okazję i powiedziałem:
- Jeśli on jeszcze kiedyś tu przyjdzie to powiedz mu, że nie żyję.
- Wiedziałam! - krzyknęła z pełnymi ustami, machając mi widelcem przed nosem. - Spodobał ci się.
Poczułem jak na twarzy pojawiają mi się rumieńce. Żeby uniknąć jeszcze większego upokorzenia, czmychnąłem na zaplecze. Przy Donnie lepiej nie mówić zbyt wiele. Zawsze jednak popełniałem ten błąd i wyżalałem się jej. Potem tylko żałowałem. W myślach już widziałem jak papla każdemu kogo spotka. Westchnąłem ciężko, żeby po chwili wrócić do pracy. Gdy tylko stanąłem przy swoim stanowisku, Donna pomachała mi energicznie z końca sali. W odpowiedzi posłałem jej jedynie wymuszony uśmiech. Od tej pory ciężko było mi się szczerze uśmiechnąć.

*Niall*
Rano obudziły mnie różne irytujące dźwięki. Ten dzień nie zapowiadał się zbyt ciekawie... Wstałem z łóżka i wyszedłem z pokoju. Tyler - mój współlokator - kroił na desce arbuza. Nie mogłem uwierzyć, że robił przy tym tyle hałasu.
- No wreszcie wstałeś - powiedział oschle. - Chcesz kawałek?
- Nie, dzięki. Kiedy wychodzisz?
- Jak zjem.
Zaczął jeść łapczywie kawałek owocu. Ubrudził przy tym stół i wcale nie miał zamiaru po sobie posprzątać. Gdy skończył jeść, wytarł dłonie w swoją szarą koszulkę. Odruchowo wykrzywiłem twarz. Obleśne... Później założył buty i bluzę, żeby za chwilę wyjść. Odetchnąłem, gdy tylko zamknęły się za nim drzwi. Wytarłem plamy soku ze stołu. Czemu on zawsze robił taki syf? Kiedy zrobiłem porządek, zabrałem się do przygotowania sobie śniadania. Zjadłem w spokoju, ubrałem się, po czym wyszedłem z gitarą w ręku. Idąc ulicą, ziewnąłem. Poczułem ochotę na kawę. Automatycznie myślami przeniosłem się do kawiarni, w której wczoraj byłem. Podświadomość mówiła mi, że wcale nie potrzebuję kofeiny... Potrząsnąłem głową, żeby odgonić od siebie te myśli. Poszedłem dalej w stronę metra.

*Harry*
Obsługiwałem właśnie młodą dziewczynę, kiedy zobaczyłem przez szybę, przechodzącego obok blondyna. Od razu poznałem w nim chłopaka, który był tu wczoraj. Momentalnie podbiegłem do okna, przyciskając do niego nos. Wpatrywałem się w jego plecy. Tak jak wczoraj, trzymał gitarę. Zobaczyłem jak schodzi na dół po schodach do metra, po czym zniknął mi z pola widzenia. Zawiedziony opuściłem ręce i wróciłem do pracy. Dopiero po kilku minutach olśniło mnie. Przygotowałem specjalną kawę. Zdjąłem swój fartuch i pospiesznie zawiesiłem go na wieszaku. Gestem ręki przywołałem do siebie Donnę, która stała przy jednym ze stolików. W podskokach podeszła do mnie. Oparła się o ladę i wyszczerzyła zęby, tak jak robiła to za każdym razem. Odruchowo przewróciłem oczami.
- Błagam, zastąp mnie na chwilę - poprosiłem. - Muszę natychmiast wyjść.
- Biegnij - rzuciła, po czym zajęła moje miejsce.
Przy wyjściu, posłałem jej uśmiech. Z kubkiem kawy w dłoni, poszedłem szybkim krokiem do metra. Miałem nadzieję, że chłopak wciąż czeka na swój pociąg. Chciałem być tam jak najszybciej. Serce zaczęło bić mi szybciej, gdy przypomniałem sobie jego błękitne oczy. Zbiegłem po schodach i od razu go zobaczyłem. Stanąłem jak wryty. Blondyn siedział przy ścianie, grając na gitarze. Podśpiewywał, a przed nim leżał pokrowiec na instrument, a w nim kilka monet. Nie mogłem uwierzyć w to co zobaczyłem. Przez chwilę się zawahałem, ale po chwili podszedłem do niego. Rzuciłem mu kilka centów, a rękę z kubkiem wyciągnąłem przed siebie. Spuściłem wzrok, czując że się rumienię. Chłopak zaśmiał się. Cholera...
- Przynosisz mi kawę i jeszcze za nią płacisz? - zażartował.
- Pomyślałem, że... możesz chcieć się napić - bąknąłem.
Czy ja zawsze muszę robić z siebie idiotę? Skarciłem się w myślach. Nagle blondyn chwycił kawę, muskając przy tym swoją dłonią moje palce. Poczułem jakby przeszedł mnie prąd. Gdy upewniłem się, że trzyma kubek, schowałem ręce do kieszeni spodni. Walcząc sam ze sobą, podniosłem wzrok i spojrzałem mu w oczy.
- Dziękuję - powiedział.
- Nie ma sprawy - odparłem. - To cześć. Miłego dnia.
Uśmiechnąłem się, po czym odwróciłem się na pięcie i odszedłem. Zacisnąłem dłonie w pięści. Jak zwykle wyszedłem na kretyna. Może on wcale sobie tego nie życzył? Chociaż nie wyglądał na zdenerwowanego, ani nic w tym rodzaju... Wręcz przeciwnie - ucieszył się. Chyba próbowałem sam siebie pocieszyć... Załamany wróciłem do pracy. Tam oczywiście czekała na mnie koleżanka z pracy. Teraz najbardziej pragnąłem uniknąć rozmowy z nią. Widziałem w jej oczach ciekawość. Postanowiłem udawać, że jej nie widzę.
- Gdzie twoja kawa? - zapytała.
Nie była głupia... Poza tym nie dało się po mnie nie zauważyć, że miałem zupełnie inny humor zanim wyszedłem. Przewiązałem w pasie fartuch i odwróciłem się do Donny, czekając na serię pytań.
- Czy ty umiesz czytać w myślach? - spytałem, podnosząc brew.
- Z ciebie można czytać jak z otwartej książki! Nie trzeba być jasnowidzem - odparła wesoło. - Masz już jego numer?
- Nie! Czemu miałbym mieć? Zostaw mnie.
- Nie bądź taki oschły! Widzę, że nie możesz sobie z tym poradzić.
- To nie twoja sprawa - próbowałem zakończyć rozmowę, jednak nie byłem gotowy na jej pytania.
- Dobrze wiesz, że i tak się wszystkiego dowiem. Do zobaczenia później!
Pomachała mi, po czym odeszła. Odetchnąłem z ulgą. Po chwili jednak przypomniałem sobie jej słowa. Ona na prawdę się dowie wszystkiego... Ma już na to swoje sposoby.
Po pracy poszedłem na autobus. Usłyszałem, że ktoś mnie woła. Odwróciłem się i zobaczyłem Donnę, biegnącą za mną. Automatycznie zacząłem grać głuchoniemego. Czy ona nigdy się nie zniechęcała?
- Pamiętaj, ja się nigdy nie zniechęcam - powiedziała, zadyszanym głosem.
Wcale nie umie czytać w myślach...
- Opowiesz mi wszystko u ciebie - zarządziła.
- Właśnie sama się zaprosiłaś?
- Dokładnie.
Położyła ręce na biodrach, uśmiechając się promiennie. Jej energia czasem mnie przygnębiała. Gdy nadjechał autobus, wsiadłem do niego, próbując ignorować Donnę. Wskoczyła tuż za mną. Nie dało się od niej odczepić. W takim razie postanowiłem cieszyć się ostatnimi minutami wolności.