środa, 11 lutego 2015

Rozdział 3 [R]

HARRY
Gdy tylko otworzyłem drzwi mieszkania, Donna wbiegła do środka jakby była u siebie. Od razu położyła się na kanapie, a nogi zarzuciła na stół. Nawet nie pofatygowała się, żeby zdjąć buty. Kiedy wieszałem płaszcz na wieszaku, czułem na sobie wzrok dziewczyny. Po dłuższej chwili zająłem miejsce obok niej; specjalnie się ociągałem. Dobrze znałem to spojrzenie – czekała aż jej coś powiem, czego oczywiście nie zamierzałem robić. Zawsze kiedy czegoś chciała, mierzyła mnie tym swoim przenikliwym spojrzeniem i nie ustępowała, dopóki nie zdobyła wystarczająco dużo informacji.
Przez jakiś czas wpatrywaliśmy się tak w siebie, aż w końcu przegrałem. Nie mogłem dłużej tego znieść. Odchylając głowę do tyłu, zacząłem wpatrywać się w sufit. Jego biel pomogła mi w zebraniu myśli. Następnie, wypuściłem powietrze z płuc, żeby za chwilę zacząć mówić. Opowiedziałem przyjaciółce dokładnie, ze szczegółami, jak zrobiłem z siebie idiotę. Momentami, moją twarz pokrywał rumieniec, którego nie mogłem uniknąć.. Na samą myśl o blondynie moje policzki oblewały się czerwienią co było dość wkurzające, ale brak możliwości powstrzymania tego był jeszcze gorszy. Po skończonym monologu, podwinąłem kolana pod brodę, licząc na to, że w ten sposób choć trochę zmniejszę upokorzenie.


NIALL
Wieczorem zebrałem wszystkie pieniądze, wrzucone do mojego pokrowca na gitarę. Znowu udało mi się zarobić całkiem niezłą sumę. Na usta automatycznie wpełzał uśmiech satysfakcji. Przepełniony wdzięcznością, wziąłem swoje rzeczy i ruszyłem w stronę schodów, prowadzących na główną ulicę.
Niebo wyglądało przepięknie. Moje ulubione połączenie różu, fioletu i pomarańczy. Wpuściłem powietrze do płuc, napawając się cudowną jesienią.
Kiedy przechodziłem obok kawiarni, zerknąłem przez szybę, żeby zobaczyć kto stoi za ladą. Niestety, nie mogłem powstrzymać tego odruchu. Rozczarowany widokiem niskiej blondynki, poszedłem dalej. Oczywiście, miałem nadzieję, że zobaczę tam kogoś innego.
Mijając przystanek autobusowy, kątem oka ujrzałem burzę rudych loków. Zerknąłem w ich stronę i poznałem dziewczynę, która pracowała tam gdzie on. Była dość charakterystyczną postacią, więc nie sposób ją przegapić. Jak na zawołanie, odwróciła głowę w moją stronę, zupełnie jakby czytała w moich myślach. Szybko wlepiłem wzrok w swoje stopy, przyspieszając kroku. Prosiłem w duchu, żeby tylko nie podeszła do mnie, a ta jak na przekór wszystkiemu, zawczasu chwyciła mnie za łokieć.
– Wpadniesz jutro do naszej kawiarni? – zaproponowała bez zastanowienia; nie towarzyszył jej nawet cień nieśmiałości.
Myślami od razu powędrowałem do chłopaka, stojącego przede mną z kubkiem kawy. Byłbym głupi gdybym jej teraz odmówił. Wyczekująco patrzyła na mnie swoimi wielkimi, brązowymi oczami. W końcu odpowiedziałem jej skinięciem głowy, gdyż na nic więcej nie było mnie stać. Dziewczyna odetchnęła z ulgą, po czym rzuciła mi się na szyję, co wywołało u mnie nie lada zaskoczenie. Nie często spotyka się kogoś, kto lubi przytulać nieznajomych. Gdy tylko mnie puściła, odeszła, posyłając mi jeszcze jeden uśmiech na pożegnanie. Starając się o niczym nie myśleć, poszedłem w swoją stronę.
Mogłem próbować, ale to nie znaczy, że mi się udało. Zastanawiałem się czy chłopak z kawiarni poprosił rudą, żeby mnie zaprosiła. Z drugiej strony, nasze spotkanie było zupełnie przypadkowe i nie wyglądało to jakby mnie śledziła. Może to ona coś kombinowała, a on nic nie wiedział?
Wiele pytań tego typu przewinęło się przez moje myśli, ale na żadne nie znalazłem odpowiedzi. Mimo wszystko, przyjąłem zaproszenie i nie mogłem nie przyjść na spotkanie.

Rano, gdy tylko otworzyłem oczy, chciałem jak najszybciej wyjść z domu. Nie znałem konkretnego powodu mojej ekscytacji, ale wcale mi to nie przeszkadzało.
W ekspresowym tempie wykonałem wszystkie niezbędne czynności, choć pominąłem śniadanie; nawet nie czułem głodu. Chwyciłem pokrowiec z gitarą i ruszyłem na miasto. Nie wiedziałem, o której mam być w kawiarni, ale nie mogłem wytrzymać czekania.
Mijając zaspanych ludzi, pędziłem w stronę centrum. Kiedy wszyscy ledwo żyli, ja już tryskałem energią, a jeszcze nie piłem kawy. Spojrzałem na zegarek – dopiero jedenasta.
A co jeśli jeszcze go tam nie ma? Mógł mieć popołudniową zmianę. Rudowłosa nawet nie ustaliła konkretnej godziny spotkania, a ja pędziłem jak wariat. Zwolniłem trochę.
Chyba postradałem zmysły... Przypomniałem sobie gdzie idę i w jakim celu. Serce od razu zaczęło mi bić szybciej.
Spokojnie, zachowaj spokój. Próbowałem opanować emocje, podczas gdy wciąż nie miałem pojęcia czym tak bardzo się ekscytowałem.
Nie zorientowałem się, kiedy i w jaki sposób tak szybko dotarłem na miejsce. Możliwe, że przez pewien odcinek drogi biegłem, a nawet nie byłem tego świadomy. W końcu, wszedłem do pomieszczenia, w którym unosił się mocny zapach kawy, zachęcający wszystkich przechodniów.


HARRY
Śmiałem się właśnie z wygłupów Donny, kiedy usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi. Spojrzałem w ich stronę i ujrzałem blondyna z gitarą. Jak na zawołanie, zamilkłem, a policzki mimowolnie mi się zaczerwieniły. Miałem ochotę zakryć twarz dłońmi, ale zapewne wyglądałbym jeszcze idiotyczniej, niż w tamtej chwili.
Gdy chłopak zbliżał się do lady, czułem narastające ciepło. Jak gdyby nigdy nic, stanął przede mną, posyłając cudowny uśmiech. Myślałem, że jeszcze chwila i się rozpłynę jak tabliczka czekolady położona na rozgrzanej patelni.
– O, jednak przyszedłeś – powiedziała ruda, klepiąc go w plecy. – Jestem Donna.
– Niall – odparł, wyciągając rękę w jej stronę.
Uważnie obserwowałem każdy jego ruch. Marzyłem, żeby dotknąć jego skóry chociaż na moment i byłem szczerze zazdrosny, że Donnie udało się to zrobić przede mną. Wtem, jak na zawołanie, uścisnął także moją dłoń. Poczułem kolejną falę gorąca i coś jakby porażenie prądem. Byłem niemal pewien, że moje nogi zaczęły zamieniać się w watę, choć było to fizycznie niemożliwe. Dziwił mnie fakt, że wciąż stałem prosto, kiedy już dawno powinienem leżeć na ziemi.
Uspokój się!, krzyczała moja podświadomość.

Wiedziałem, że to nie ma szans na dobre zakończenie... Donna jak zwykle musiała mnie w coś wrobić, jak robiła to za każdym razem. Jak to robiła, na zawsze pozostanie jej słodką tajemnicą. Przez jej kombinacje, zostałem skazany na siedzenie z Niallem w pobliskim parku. Chłopak cały czas coś opowiadał, a ja go tylko słuchałem ze spuszczoną głową. Nie mogłem na niego patrzeć w obawie, że ujrzy moją czerwoną twarz. Nie było żadnego sposobu, żeby powstrzymać te cholerne rumieńce; nie dawało mi to spokoju. Jednak patrząc na to z innej strony, to nie była moja wina, a jego, że tak na mnie działał. Albo... to jednak moja wina, bo nie mogłem zapanować nad własnym ciałem.
Nagle, Niall wyrwał mnie z zamyślenia.
– Harry, czy ty mnie w ogóle słuchasz? – zapytał.
Jego otwartość wobec mnie była na prawdę niesamowita. Może właśnie to mnie tak bardzo onieśmielało. Kiedy on był taki pewny siebie, ja gapiłem się w czubki swoich butów, bo nie byłem na tyle odważny, aby spojrzeć mu w twarz.
– Jasne – odparłem pospiesznie. – Mówiłeś skąd jesteś.
– Tak, piętnaście minut temu...
Jaki ze mnie idiota... W tej chwili moim jedynym marzeniem było stać się niewidzialnym. Zażenowany do granic możliwości, ukryłem twarz w dłoniach.
Chyba na całym świecie nie żyła osoba bardziej nieśmiała ode mnie. Na dobór złego, musiał mi się spodobać ktoś hetero. Wywnioskowałem to ze sposobu w jaki mówił, z tego jak się poruszał i ogólnie, jak się zachowywał.
Gdybym cokolwiek mówił, możliwe, że chociaż byśmy się zakolegowali.
– Jeśli mnie nie lubisz to nie będę cię męczyć – powiedział, wykrzywiając twarz w grymasie niezadowolenia.
– Nie! – Zareagowałem chyba zbyt gwałtownie.
Chłopak spojrzał na mnie pytająco. Wtedy postanowiłem zaryzykować wszystko. Już i tak zdążyłem się ośmieszyć, więc nie miałem nic do stracenia. Przysunąłem się do niego na tyle blisko, że jego udo dotykało mojego.
Chyba kompletnie oszalałem.
Automatycznie wstrzymałem oddech; nie miałem nad tym kontroli. Przybliżyłem się jeszcze bardziej, tak że nasze twarze dzieliło zaledwie kilka centymetrów.  Po chwili, nie zważając na nic, pocałowałem go, zupełnie się w tym zatracając. Całowałem go tak, jak nikogo innego. Tak, jakby miało zależeć od tego moje życie.