sobota, 19 lipca 2014

Rozdział 10. + WAŻNA INFORMACJA

*Harry*

Siedząc w objęciach Nialla, wciąż nie mogłem uwierzyć w jego ostatnie słowa wypowiedziane do mnie. Z jego ust brzmiało to tak pięknie...
"Kocham cię."
Często zastanawiałem się jak do tego doszło. Dawno temu obiecałem sobie, że już nigdy więcej się nie zakocham, a tu nagle do mojego życia wpada koleś z gitarą i przewraca wszystko do góry nogami. Postanowiłem, że nie będę wracać do przeszłości, ale ta uparcie nawiedzała mnie w snach. Powtarzałem sobie, że ufam Niallowi, więc czemu dokuczały mi wątpliwości?
Dotyk jego ciepłej dłoni na moim policzku, mnie uspokajał. Jednak mimo to, bałem się, że potrafi czytać w myślach. Przy takiej zadumie towarzyszyło mi poczucie winy, którego nie potrafiłem od siebie odgonić.
Nagle poczułem ochotę na gorącą herbatę. Wstałem z kanapy i bez wahania ruszyłem w stronę kuchni. Czując na sobie czyjś wzrok, odwróciłem się i zobaczyłem zasmuconą twarz blondyna.
- Wracaj do mnie - powiedział z miną zbitego szczeniaka.
Zaśmiałem się pod nosem i wróciłem do nalewania wody do kubków. Po chwili ponownie usiadłem na kanapie, a herbatę odłożyłem na stolik. Natychmiast po tym, Niall objął mnie ramionami i zaczął całować po szyi. Nagle wpadłem na świetny pomysł. Odsunąłem od siebie chłopaka, żeby mu przedstawić moją ideę. Posłał mi pytające spojrzenie, na które odpowiedziałem szerokim uśmiechem.
- Słuchaj, Niall - powiedziałem ochoczo. 
- Tak?
- Zamieszkaj ze mną - kontynuowałem. - Tak na stałe.


*Niall*

Po usłyszeniu propozycji Harry'ego, nie wiedziałem co ze sobą zrobić; kompletnie mnie zamurowało. Patrzyłem się w jego zielone, śmiertelnie poważne, oczy. Na pewno nie wyglądał jakby sobie żartował. Siedziałem bezczynnie, wciąż patrząc się na jego twarz, jakbym szukał jakiegoś haczyka. Wtem zmienił minę na wyczekującą, co oznaczało, że mam mu dać odpowiedź bezzwłocznie. Wstrzymałem na chwilę oddech, po czym wypuściłem powietrze z płuc.
- Harry... - zacząłem.
- Nie kończ - zareagował gwałtownie, zrzucając mnie ze swoich kolan.
Wstał z kanapy, nie pozwalając mi powiedzieć żadnego słowa więcej. Zaczął przeczesywać dłonią swoje loki, przy czym westchnął ciężko.
- Harry, dasz mi dokończyć? - syknąłem.
- Nawet ślepy widziałby w twoich oczach, że nie chcesz - warknął w odpowiedzi.
Zabolało, zwłaszcza, że nie miał racji.
- Cholera, o co ci chodzi? - zapytałem. - Najwyraźniej nie jesteś zbyt dobry w czytaniu w myślach, bo tak się składa, że chciałem odpowiedzieć: JASNE.
Nie czekając na jakąkolwiek reakcję z jego strony, chwyciłem nową gitarę i wyszedłem z mieszkania, trzaskając przy tym dramatycznie drzwiami. Ostatnie co usłyszałem to przeciągłe "Cooo?", ale nie miałem zamiaru wracać. Marzyłem o tym, żeby pograć na gitarze w starym, dobrym metrze.
- Niall, do diabła, czekaj! - słyszałem za sobą.
Postanowiłem się nie odwracać, tym razem nie będę mięczakiem. Pewnym krokiem szedłem dalej, mocniej zaciskając dłoń na pasku, przymocowanym do pokrowca. Wiem, że za mną biegł, ale najwyraźniej się zmęczył, gdyż moich uszu już nie dobiegały błagalne krzyki. Jednak wciąż nie chciałem spoglądać za siebie. W końcu doszedłem do schodów, prowadzących pod ziemię. Powitał mnie mocny powiew wiatru, wytwarzany przez pędzące pociągi. Bez wahania usiadłem na chłodnej podłodze, po czym wyciągnąłem gitarę. Przy gryfie, między strunami była włożona malutka karteczka, a na niej narysowane symetryczne serce. Uśmiechnąłem się pod nosem, wyciągnąłem papierek i schowałem go do kieszeni kurtki.
Intencje Harry'ego były oczywiste i wiem, że nie miał na myśli nic złego. Niestety problemem było to, że nigdy mnie nie słuchał, a kiedy już robił wyjątek to i tak nie obchodziło go za bardzo moje zdanie. Dlatego musiałem pobyć przez chwilę sam i pomyśleć nad całą tą sytuacją.
Przejechałem palcami po strunach i zaraz po tym zacząłem grać pierwszą lepszą piosenkę, która przyszła mi na myśl. Śpiewałem tekst bezbłędnie, lecz bez przerwy myślałem o czymś innym.
Dlaczego nawet nie pozwolił mi dokończyć zdania? Może nawet dobrze się stało. Przynajmniej zrozumiałem, że absolutnie nie jesteśmy gotowi na wspólne mieszkanie. Tak na prawdę, kłóciliśmy się bez powodu, o jakieś bzdety, ale to było na prawdę irytujące.
Cholera, czemu śpiewam jakąś smutną miłosną balladę?
Wtedy, niespodziewanie ktoś do mnie podszedł. Była to dziewczyna z bordowym płaszczu. Wyciągnęła ręce z kieszeni, po czym wrzuciła dwadzieścia funtów do mojego pokrowca. Zaskoczyła mnie jej hojność, ale skinąłem głową w podziękowaniu.
- Uśmiechnij się - powiedziała pocieszająco, wykrzywiając usta w radosnym uśmiechu.
Nie sposób było się jej sprzeciwić. Wymusiłem blady uśmiech; na nic więcej nie było mnie stać. Po zakończonej misji, odeszła bez słowa. To było całkiem miłe, lecz nie poprawiło mi humoru na długo.
Udawanie twardziela wcale nie wychodziło mi zbyt dobrze. Szczerze chciałem, żeby Harry przyszedł i zabrał mnie do domu, ale potraktowałem go jak zwykłego śmiecia, więc nie miałem na co czekać. Nieważne jak bardzo mnie ignorował, nie potrafiłem mu się odpłacić tym samym, a złość mijała tak szybko jak się pojawiała.
Westchnąłem ciężko i zdecydowałem, że wrócę do niego, przeproszę za swoje szczeniackie zachowanie i znowu będzie tak jak dawniej. Bez dłuższego zastanawiania się, spakowałem gitarę i ruszyłem w stronę mieszkania Harry'ego. Dziwnym trafem, droga tam, dłużyła mi się jak nigdy wcześniej, jakbym zamiast iść do przodu - nieustannie się cofał.

- Harry? - zawołałem, po wejściu do domu bruneta.
Nie czekałem długo; chłopak przybiegł na przedpokój. Miał na sobie szary, workowaty sweter, w którym wyglądał jak wyrośnięty przedszkolak, lecz zdecydowanie uważałem, że to urocze. Zaciągnął rękawy na dłonie i wlepił wzrok w podłogę.
- Przepraszam - powiedziałem, odkładając gitarę.
- To ja przepraszam - odparł pospiesznie, podnosząc głowę.
Pokręciłem przecząco głową, uśmiechając się przy tym. Na prawdę nie dowierzałem w to co się działo. Jakim cudem po każdym rozstaniu, wracaliśmy do siebie, zapominając o każdej kłótni? To zdecydowanie była jakaś magiczna siła, która nie pozwała nam być osobno przez zbyt długi czas.

*

Czas na informację.
Bez owijania w bawełnę:
ZAWIESZAM BLOGA.
Tak, zawieszam. To postanowione. Póki co, kompletnie nie mam pomysłów na następne rozdziały i po prostu nie wiem o czym pisać. Nie zaplanowałam jakoś specjalnie tego opowiadania, więc tak musiało się stać. Przykro mi bardzo, ale obiecuję, że jak tylko wpadnę na jakiś super pomysł - wznowię opowiadanie.
Dziękuję za to, że byliście tutaj ze mną i przepraszam, że Was zawiodłam.

sobota, 24 maja 2014

Rozdział 9.

NP

*Harry*
Przyglądałem się Niallowi, siedzącemu na kanapie w moim mieszkaniu. Patrzył się tępo w jeden punkt, a w oczach miał łzy. Za każdym razem kiedy do niego podchodziłem odtrącał moją dłoń. Bałem się cokolwiek powiedzieć, gdyż nie chciałem go denerwować. Od pożaru stał się nadwrażliwy, ale nie przeszkadzało mi to. Mieszkał u mnie, co także nie sprawiało mi żadnego problemu. Może to samolubne, ale cieszyłem się, że mogę go mieć przy sobie przez cały czas.
- Chcesz coś do picia? - zaproponowałem.
Chłopak w odpowiedzi pokręcił przecząco głową, nie odrywając wzroku z podłogi. Nie byłem pewien czy szok pourazowy powinien trwać tak długo. Od kilku dni nie wychodził z domu, w którym także niewiele robił.
- Wychodzę - postanowiłem. - Dasz sobie radę?
- Tak - odpowiedział zachrypniętym głosem.
Ubrałem się, po czym wyszedłem z domu. Otuliłem się mocniej szalikiem i ruszyłem w stronę przystanku autobusowego. Miałem ogromną ochotę na mrożoną kawę, mimo chłodu na dworze. Pojechałem do kawiarni i zamówiłem mój ulubiony napój. Usiadłem przy wolnym stoliku i popijając kawę, czekałem na spóźnialską Donnę. W końcu ujrzałem w drzwiach burzę rudych loków uwolnionych spod białej czapki. Dziewczyna zaczęła rozglądać się nerwowo po pomieszczeniu, a gdy mnie zobaczyła pomachała energicznie. W podskokach podeszła do stolika i usiadła naprzeciwko. Zdjęła rękawiczki, po czym położyła je na blacie.
- Nie za zimno na mrożoną kawę? - powiedziała na przywitanie.
- Cześć, też się cieszę, że cię widzę - odparłem sarkastycznie.
- No hej, hej. Daj spróbować.
Wyrwała mi kubek z ręki i wzięła łyk napoju. Najwyraźniej jej nie posmakował, bo zawołała kelnera i zamówiła gorącą czekoladę. Nagle spojrzała na mnie poważnym wzrokiem, co się zazwyczaj nie zdarzało. W zastanowieniu przygryzła wargę. Dawno jej nie widziałem w takim skupieniu.
- Posłuchaj - zaczęła. - Jeśli potrzebujesz pomocy to wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć. Jesteś moim najlepszym gejacielem.
- Gejacielem? Co ty znowu wymyśliłaś?
- Przyjaciel gej!
Zakryłem twarz w dłonie. Wiedziałem, że ona nie potrafi zachować powagi przez więcej niż pół minuty. Bez ostrzeżenia wybuchnęła śmiechem; poczułem kilka par oczu, zwróconych w naszą stronę. Co za żenada...
- Oh, przestań być takim ponurakiem. Uśmiechnij się wreszcie.
- Nie mam ochoty.
- Aż tak źle?
- Gorzej, niż myślisz...
Wtem wstała z miejsca, stanęła za mną i objęła mnie jak nigdy wcześniej. Zdecydowanie tego potrzebowałem. Czasem taki mały gest mógł pomóc bardziej niż terapia u psychiatry.

*Niall*
Po długim czasie patrzenia się w róg dywanu, postanowiłem wstać z kanapy. Poszedłem do kuchni, żeby przygotować sobie coś do jedzenia. W szafce znalazłem płatki śniadaniowe. Z nadzieją zajrzałem do lodówki, a gdy zobaczyłem mleko od razu sięgnąłem po karton. Takie drugie śniadanie mi odpowiadało. Nagle uśmiech spełzł mi z twarzy; przypomniałem sobie o pożarze. Straciłem wszystkie swoje rzeczy, w tym moją jedyną i najukochańszą gitarę. Zostałem bezdomnym biedakiem. Chociaż gdybym nie znał kogoś tak wspaniałego jak Harry, zapewne nie miałbym gdzie spać. Jednak wciąż najbardziej rozpaczałem po stracie gitary. W końcu to ona była moim głównym źródłem dochodów. Położyłem twarz na stole, próbując odgonić wszystkie mroczne myśli, które męczyły mnie od kilku dni.
Powoli łzy zaczęły wpadać do miski.
Dawno nie płakałem, nawet nie pamiętam kiedy.
- Niall? - niespodziewanie usłyszałem głos Harry'ego i trzask zamykanych drzwi.
Po chwili chłopak wszedł do kuchni, trzymając ręce za plecami, ukrywając coś.
- Co masz? - zapytałem.
- Nic takiego.
Wtedy wyciągnął gitarę w moją stronę.
- Co to jest?
- Twoja gitara.
- Nie jest moja.
- Już jest - nalegał. - Proszę.
Zabrakło mi słów. Od razu zacząłem wymyślać plan w jaki sposób zarobię pieniądze, żeby mu zwrócić.
Będę musiał spędzić kilka tygodni, grając w przejściu podziemnych...
- Nie musisz mi oddawać, nawet funta - powiedział brunet jakby czytał w moich myślach. - To prezent.
- D-dziękuję.
Chwyciłem gryf i zacząłem kręcić nim wkoło. Nie była najnowsza, ale za to świetnej jakości. Przejechałem palcem po strunach. Rozstrojony instrument wydał z siebie nieczyste dźwięki. Po chwili wybuchnąłem śmiechem. Spojrzałem na Harry'ego, miał splecione dłonie i patrzył w dół, ale kąciki jego ust były wykrzywione ku górze. Odłożyłem gitarę na podłogę i oparłem ją o ścianę, żeby móc się przytulić do chłopaka. Wtedy zrozumiałem, że jestem szczęściarzem. Nawet jak zostałem z niczym to dzięki niemu czułem radość z życia.
- Wiesz co? - powiedziałem, patrząc Harry'emu w oczy.
Posłał mi pytające spojrzenie, unosząc brew. Najwyraźniej nie czytał mi w myślach.
- Kocham cię - dokończyłem.

wtorek, 29 kwietnia 2014

Rozdział 8.

*Harry*
- Uspokój się już! - próbowałem go trzymać, gdy wciąż się wyrywał.
- Nienawidzę go!
Nigdy nie widziałem Nialla w takim stanie; przerażał mnie. Zazwyczaj był spokojny, więc takie zachowanie zdecydowanie mnie zaskoczyło. W końcu puściłem jego ramiona. Popatrzył na mnie pytająco. Miałem wrażenie, że jego złość zaczęła zanikać. Po chwili przestał marszczyć brwi i rozluźnił pięści. Jego furia przywołała jedne z moich najgorszych wspomnień.

- Nie bój się - szepnął Sean, ale te słowa wcale mnie nie uspokoiły.
Zacząłem się jeszcze bardziej denerwować, a na czole mimowolnie pojawiły się kropelki potu. Jego wyraz twarzy nie ujawniał żadnych emocji.
Przywarł mnie do ściany, a nasze usta dzieliło zaledwie kilka centymetrów. Czułem ciepły oddech. Próbowałem wtopić się w ścianę, co było niemożliwe. Mocno zacisnąłem powieki. Wtedy zmniejszył odległość między nami do zera, brutalnie wpychając mi swój język do ust. Miałem odruch wymiotny. Nagle przywarł do mnie całym ciałem, przez co miałem trudności z oddychaniem. 
W oddali usłyszałem zbliżające się kroki. Chłopak odskoczył ode mnie jak oparzony i ruchem ręki wskazał mi, żebym znalazł sobie jakąś kryjówkę. Z ulgą od niego uciekłem, żeby schować się za szafki. Nagle usłyszałem głos innego członka drużyny.
- Co ty tu robisz? - zapytał tępo.
- Przyszedłem na trening, kretynie - warknął Sean w odpowiedzi.
Ktoś inny zaśmiał się głośno, a jego śmiech odbił się echem po pustej szatni.


Odruchowo wstrzymałem oddech, w obawie, że mnie znajdą. Powoli próbowałem wyjść, pozostając niezauważonym. Na szczęście udało mi się za pierwszym razem. Gdy tylko wyszedłem na boisko, odetchnąłem z ulgą. Nie obracając się za siebie pobiegłem jak najdalej to było możliwe, ale nieubłaganie gonił mnie strach, a łzy utrudniały widoczność.

- Harry, co się stało? - zmartwiony głos Nialla przywrócił mnie do rzeczywistości.
Potrząsnąłem głową, odganiając od siebie mroczne myśli. Momentalnie zrobiło mi się słabo, ledwo stałem na nogach. Odruchowo złapałem ramię Nialla.
- Przepraszam - powiedział. - Nie chciałem cię wystraszyć.
Fakt, trochę mnie przeraził. Wtedy złapał moją dłoń, przyciągając do siebie. Jego usta były na wysokości mojej szyi. Czułem bicie serca i ciepły oddech.
- Chodźmy stąd - rzucił. - Mam dość tego miejsca.
Zaczęliśmy schodzić po schodach, gdy nagle poczułem rażące ciepło. Spojrzałem na szybę na półpiętrze, w której zobaczyłem płomień. Zbiegłem tam czym prędzej, a moim oczom ukazało się jedynie morze ognia. Bez wahania pociągnąłem Nialla za rękę i zaprowadziłem na górę. Trzęsącymi rękami wyciągnąłem telefon z kieszeni, próbując zadzwonić po pomoc. Blondyn miał oczy przepełnione strachem równie bardzo jak ja. Nie wiedziałem, czy mam powiedzieć imprezowiczom o zagrożeniu, obawiałem się paniki. Gdy się zastanawiałem, usłyszałem nagle sygnał syreny strażackiej.
Jak szybko.
Lecz robiło się bardziej gorąco, na tyle, że ujrzałem na czole Nialla kropelki potu. Nie chciałem dłużej stać bezczynnie, więc pospiesznie zaprowadziłem go do mieszkania. Tam wciąż nie ustawała zabawa. Nagle usłyszałem krzyk, ktoś najwyraźniej się zorientował. Tak jak przewidywałem, wszyscy zaczęli panikować i biegać w koło po pokoju. Ktoś nawet postanowił wyjść na korytarz, ale szybko wrócił, gdy tylko zobaczył co stoi mu na drodze. Właśnie tego najbardziej się obawiałem, ale świadomość o przybyłej pomocy bardzo mnie uspokajała. Niespodziewanie przez okno wskoczył strażak, trzymający wąż. Przebiegł obok nas, żeby gasić pożar. Chwilę później do mieszkania wskoczyła para kolejnych ratowników. Zaczęli po kolei wyprowadzać ludzi tym samym wejściem, którym się dostali do środka.

*Niall*
Nagle jeden strażak chwycił Harry'ego za ramię i pociągnął za sobą. Chłopak nie protestował, ale posłał mi wystraszone spojrzenie. Zjawiły się posiłki, próbując powstrzymać szybko rozprzestrzeniający się ogień. Miałem wrażenie, że zostałem sam w mieszkaniu. Gdy rozejrzałem się w około, zrozumiałem, że na prawdę tak było.
- Nie! - usłyszałem pisk Harry'ego.
Znowu na niego popatrzyłem; zaczął machać rękami i wyrywać się z uścisku mężczyzny. Nie miałem pojęcia dlaczego tak zareagował. Odwróciłem się, ale zamiast zrozumieć, upadłem na rozgrzane kafle. Reakcją na spotkanie z podłogą był jedynie przeszywający ból w czaszce.
Cholera.

czwartek, 17 kwietnia 2014

Rozdział 7.

*Harry*
Gdy na korytarzu mijałem Lucasa, szturchnął mnie w bark. Nie mogłem uwierzyć w to, że taki ponury dryblas... nie. Coś tu jest nie tak, ale jeszcze nie wiedziałem co. Potrząsnąłem głową, chcąc odgonić od siebie te dziwne myśli; miałem kogoś innego na głowie.
Swoimi ostatnimi słowami niewątpliwie uraziłem Nialla, przez co teraz czułem się okropnie. Wcale nie chciałem, żeby mnie wtedy zostawiał, ale jak zwykle musiałem powiedzieć coś przeciw samemu sobie. Bez przerwy o nim myślałem, a chyba nawet... tęskniłem? Tak, brakowało mi go. Wybrałem jego numer w telefonie i wpatrywałem się w niego tępo. Zadzwonić? Pewnie nawet nie ma ochoty ze mną rozmawiać.
Podniosłem wzrok i wlepiłem go w ścianę, przed którą stałem.
Wyślę sms-a. Tak, zrobię to.
Napisałem wiadomość, a odpowiedź dostałem nadzwyczaj szybko. Może on właśnie czekał na to, aż się odezwę? Chociaż jego reakcja nie wyglądała zbyt entuzjastycznie.



*Niall*
- Harry? - westchnąłem, bawiąc się kosmykiem jego włosów.
- Tak?
- Zastanawiam się, dlaczego tak mnie do ciebie ciągnie? Nawet jak jesteś oschły i mnie odpychasz to i tak wracam.
- Wyglądałeś na rozsądnego chłopaka - zaśmiał się pod nosem, po czym natychmiast spoważniał. - Przepraszam.
- Za co? - wcale nie potrzebowałem od niego przeprosin.
- Za to jaki jestem.
Zachichotałem, ale gdy zobaczyłem jego minę zrozumiałem, że mówi absolutnie poważnie. Nawet zrobiło mi się go szkoda, że tak o sobie myśli. Nie rozumiałem, dlaczego miał taką niską samoocenę? Przecież to wyjątkowa osoba. W końcu się w nim zakochałem - tak, to się stało, kompletnie straciłem dla niego głowę. Tak na prawdę to nawet nigdy mu tego nie mówiłem, nawet jeśli to sprawa oczywista. Postanowiłem nie zwlekać dłużej.
- Kocham cię - szepnąłem, odgarniając mu niesforne kosmyki z czoła.
Wytrzeszczył na mnie oczy, najwyraźniej zaskoczony moim nagłym wyznaniem. Po chwili jednak ponownie spojrzał na mnie poważnie. Wyciągnął rękę w stronę mojego policzka, żeby musnąć go opuszkami swych palców. Dotyk jego dłoni był nadzwyczaj przyjemny, przez co odruchowo przymknąłem oczy.
- Jesteś kompletnym wariatem - powiedział, dusząc śmiech. - Ale o dziwo też cię kocham.
- O dziwo, tak? Co w tym takiego dziwnego?
W odpowiedzi uśmiechnął się i zmrużył oczy. Droczył się ze mną. Wyglądał tak niewinnie, że musiałem go pocałować. Nie było to zbyt wygodne, gdyż musiałem mocno zgiąć plecy, żeby dotrzeć do jego głowy, spoczywającej na moich kolanach.
Czasem zacinałem się na chwilę, nie mogąc oderwać wzroku od jego głębokich, zielonych oczu.
- Połóż się - polecił, siadając.
Posłusznie ułożyłem się na kanapie, a po tym on poszedł w moje ślady. Obrócił twarz tak, żeby móc ją wtulić w moją pierś. Zacząłem gładzić go po włosach, kiedy poczułem jego kolano w swoim kroczu. Przesunął palcem po mojej dolnej wardze, a wtedy ktoś otworzył frontowe drzwi. Usiadłem gwałtownie, kiedy Harry opadł ciężko na poduszkę.
- Zrobiłam zakupy na pocieszenie! - krzyknął znajomy mi głos. - Włącz jakiś film, będziemy jeść lody.
- Ee, Donna? - Harry posłał jej groźne spojrzenie.
- Ups, chyba przyszłam nie w porę...
Po tych słowach położyła torby z zakupami na stole i podeszła do kanapy. Stojąc za nią, zajrzała za oparcie w niewiadomym dla mnie celu.
- Dobrze, że macie na sobie spodnie - wybuchnęła śmiechem.
Zaczesałem grzywkę na czoło, oblewając się rumieńcem.
Czy ona zawsze była taka bezpośrednia? Jakby nigdy nic jej nie peszyło, ani nie krępowało.
Bez wahania usiadła obok nas na kanapie i położyła nogi na stoliku do kawy.
- Harry, proszę podaj mi lody - powiedziała.
- Sama sobie podaj, najlepiej w swoim domu - żachnął się Harry.
- U mnie nie ma wody, pękła rura.
- Nie obchodzi mnie to! Możesz się nie myć przed kilka dni, przeżyjesz.

*Harry*
Donna beztrosko rozwaliła się na kanapie, a mi automatycznie podskoczyło ciśnienie. Nieudane próby wyproszenia jej skończyły się jedynie wzmożeniem złości.
Ona zwariowała...
Jakby nigdy nic włączyła telewizor i podłożyła sobie poduszkę pod plecy. Nie zastanawiałem się długo; wziąłem Nialla za rękę i wyszliśmy z mieszkania.
Na dworze było już na prawdę zimno; zbliżała się zima. Włożyłem ręce do kieszeni kurtki, żeby je ogrzać, a złe emocje powoli zaczęły ze mnie wypływać.
- A tak właściwie to gdzie idziemy? - usłyszałem nagle. - Jak chcesz to możemy pójść do mnie.
Zatrzymałem się nagle, zaskoczony tą propozycją. Nawet nie wiedziałem gdzie mieszka.
- Tak - przytaknąłem.
Chwycił mnie pod łokieć i zawrócił.
Gdy doszliśmy na przystanek, wsiedliśmy do autobusu. Zająłem wolne miejsce przy oknie, a Niall usiadł obok i położył mi głowę na ramieniu. Od razu zrobiło mi się cieplej, a uśmiech nie chciał się ode mnie odczepić.
Po wyjściu z autobusu zaprowadził mnie w stronę jednego z wielu budynków. Weszliśmy na drugie piętro, a zza drzwi dobiegała głośna muzyka.
- Tylko nie to... - powiedział Niall, naciskając klamkę.
W środku było pełno ludzi, przez co panował tam okropny zaduch.
Poczułem jak mocno zaciska dłoń na moim nadgarstku. Zaczął przeciskać się przez tłum w kierunku kuchni, której było więcej luzu. Przy blacie obściskiwała się jakaś para. Niall ich rozdzielił i zwrócił się do chłopaka.
- Co tu się dzieje? - warknął.
- Imprezka - odparł tamtej spokojnie. - Nie widać?
- Nie mieszkasz tu sam.
- Zapomniałem, bo nie było cię tu przez cały dzień.
- Wygoń ich!
- Mam kończyć zabawę, dlatego że przyprowadziłeś swojego chłopaka? - złość narastała z obu stron.
Oboje zaczęli mierzyć się wrogimi spojrzeniami, co mnie krępowało. Nie chciałem tu przychodzić, żeby rozwalić czyjąś imprezę...
Pociągnąłem blondyna za rękaw bluzy, próbując oderwać go od kłótni.
- Niall, nie musimy tu siedzieć... Możemy wyjść.
On mnie jednak nie słuchał. Musiał na prawdę się zdenerwować, bo sprzedał koledze siarczystego plaskacza. Zaskoczony zakryłem usta dłonią. Tamten nie zastanawiał się długo nad rewanżem. Kiedy Niall chciał wyskoczyć na niego z pięściami, złapałem go w pasie i zaciągnąłem siłą na zewnątrz.

sobota, 5 kwietnia 2014

Rozdział 6.

*Harry*
- Hej, pedale! - usłyszałem za sobą.
Nie odwróciłem głowy, chociaż dobrze wiedziałem, że te słowa były kierowane do mnie. Zacisnąłem zęby i szedłem dalej. Nie mogłem pozwolić na to, żeby ktoś mną pomiatał; kiedyś wystarczająco się nade mną znęcali.
Kroczyłem przez dziedziniec, aż nagle ktoś mnie zatrzymał w samym jego centrum. Był to potężny koleś w kurtce futbolowej drużyny z uczelni. Przez chwilę poczułem się jakbym znów był w liceum, a to przywołało okropne wspomnienia.

- Zostawcie go! - krzyknął mój wybawca.
- Czemu bronisz takiego frajera? - oburzył się przedstawiciel atakującej mnie grupy. - A może ci się podoba?
Reszta wyciągnęła długie "Uuu", na co Sean zacisnął dłonie w pięści.
- Odbiło ci? - warknął. - Zmywajmy się stąd. Nie ma sensu tracić czasu na tego śmiecia.
To jedno zdanie mnie dobiło. Skuliłem się w kłębek i przywarłem mocniej do ściany. Sean pociągnął za sobą Tony'ego, po czym cała grupa odeszła, zostawiając mnie samego.
Odetchnąłem z ulgą i wyprostowałem nogi. Czemu oni się nade mną znęcali? Niczym im nie zawiniłem...

- Nie panosz się tak - głos dryblasa sprowadził mnie na ziemię.
Spojrzałem na jego rękę zaciśniętą na moim przedramieniu, po czym wyrwałem się z mocnego uścisku. Zignorowałem go i poszedłem dalej. Najwyraźniej nie spodziewał się takiej reakcji, bo nie szedł za mną dalej.

*Niall*
Czekałem na Harry'ego w kawiarni, aż skończy pracę; planowaliśmy iść do kina. Przyglądałem się mu, gdy zaparzał kawę, co chwilę spoglądając na zegarek. Byle do szóstej... Kiedy wybiła ta godzina, gwałtownie wstałem ze swojego miejsca. Podbiegłem do bruneta, zdjąłem jego fartuch i czym prędzej odwiesiłem go na wieszak. Potem chwyciłem chłopaka za rękę i wybiegłem z lokalu, machając Donnie na pożegnanie.
Gdy wyszliśmy na ulicę, Harry zaczął się śmiać; wyglądał wtedy tak cudownie, że nie mogłem oderwać od niego wzroku.
Poszliśmy w stronę kina.
- Jaki film obejrzymy? - zapytał.
- Jakiś straszny - odparłem podekscytowany; uwielbiałem horrory.
Harry jedynie jęknął w odpowiedzi. Spojrzałem na niego pytająco.
- Nie możemy iść na coś romantycznego? - stękał.
- Nie. Będzie fajnie, obiecuję.
Kupiłem nam bilety na najbliższy seans i weszliśmy do środka. Zajęliśmy miejsca z tyłu sali, żeby później niecierpliwie czekać, aż zgasną światła. Ludzie siadali bliżej ekranu, ale tak na prawdę to nie oni mnie interesowali.
Przyglądałem się naszym splecionym dłoniom, aż nagle w sali zrobiło się zupełnie ciemno.
Film od razu rozpoczęły brutalne, krwawe sceny. Harry zasłonił oczy, co poskutkowało u mnie napadem śmiechu. W naszą stronę obróciło się kilka głów, bo raczej nikogo nie bawi plaga zombie.
- Nie chcę tego oglądać - bąknął Harry, przez co zrobiło mi się go szkoda. Nie wiedziałem, że jest aż tak wrażliwy.
Złapałem go za rękę, a ten popatrzył na mnie smutnym wzrokiem. Westchnąłem ciężko i zaraz po tym wyszliśmy z kina. Szedłem wpatrzony w czubki swoich butów, rozmyślając. Wcale go nie znam, a z czasem dowiaduję się jedynie jak wiele rzeczy nas różni. Wydawał się być kompletnym przeciwieństwem mnie.
Zerknąłem w jego stronę; miał spuszczoną głowę.
- Hej - szturchnąłem go w ramię.


Popatrzył mi prosto w oczy, a na jego ustach pojawił się jakby cień uśmiechu. Liczyłem na to, że przerwie ciszę, ale zamiast tego nagle gwałtownie się odwrócił.
- O co chodzi? - zapytałem zdezorientowany.
- Przechodził ktoś kogo zazwyczaj unikam.
- Kto taki?
- Nikt ważny - unikał odpowiedzi.
- Ale jednak nie chciałeś, żeby cię zauważył - naciskałem; nie odpuszczę.
- Jakiś koleś, który nie specjalnie za mną przepada.
Złapałem go za ramiona.
- Jeśli ci dokucza to powiedz. Mogę to jakoś załatwić.
- Nie trzeba - odparł, wyrywając się z mojego uścisku.
Poczułem jak narasta we mnie złość. Zacisnąłem zęby, a ręce włożyłem do kieszeni spodni i poszedłem dalej. Ugryzłem się w język, żeby tylko nie powiedzieć czegoś czego mogę później żałować. Nie podobało mi się to, że ukrywał coś przede mną. A może tym chciał dać mi znać, że nie jest mną zainteresowany? Powoli zaczynało mnie denerwować jego niezdecydowanie. W jednej chwili postanowiłem dowiedzieć się o co mu chodzi.
- Harry - przystanąłem. - Powiedz mi szczerze: czy mam sobie pójść?
- Tak - powiedział bez zastanowienia.
Zaskoczyła mnie ta odpowiedź. Najwyraźniej nie tego się spodziewałem, a pewna cząstka mnie wciąż liczyła na to, że powie "nie". Nie potrzebnie traciłem tyle czasu na rozmyślanie nad tym; mogłem od razu zadać to pytanie, nie byłoby żadnego problemu.
- W porządku - westchnąłem. - W takim razie do zobaczenia.

*Harry*
Patrzyłem na niego, gdy odchodził. Znowu go zdenerwowałem, przez co czułem się jak jeszcze większy idiota. Zacisnąłem dłonie w pięści, powstrzymując krzyk. Po chwili poszedłem w swoją stronę. Nagle ktoś chwycił moją kurtkę i przycisnął mnie do ściany. Zobaczyłem przed sobą surową twarz chłopaka, który zaczepił mnie rano. Nie wyglądał zbyt przyjaźnie. Zmrużyłem oczy, przygotowując się na cios w szczękę. Zamiast knykci na policzku poczułem jego usta. Otworzyłem szeroko oczy ze zdziwienia, po czym od razu go odepchnąłem.
- Cholera! - krzyknąłem, nie mogąc wydusić z siebie nic innego.
Tak bardzo mnie zamurowało, że miałem wrażenie jakby moje stopy stopiły się z betonowym chodnikiem. Chłopak mocno zacisnął usta, żeby po chwili odbiec bez słowa. Odetchnąłem, czując ulgę, ale nie trwało to długo. Nie byłem w stanie pozbyć się z głowy dziwnych myśli. Bez przerwy kląłem pod nosem, nie wiedząc jak inaczej wyrazić swoje uczucia. Jedyne określenie jakie przychodziło mi na myśl to zdezorientowanie.

sobota, 22 marca 2014

Rozdział 5.


*Harry*
Otworzyłem oczy i poznałem, że wciąż leżę na kanapie w salonie. Moich uszu dobiegła miła muzyka z płyty. Podniosłem głowę, żeby się rozejrzeć. Wtedy ujrzałem Nialla, krzątającego się w kuchni. Ponownie opadłem na poduszkę, a po chwili ujrzałem jego twarz tuż nad swoją. Zbliżył się niebezpiecznie blisko, co spowodowało szybsze bicie serca. Nawet nie wiem kiedy nasz usta się złączyły. Poczułem przypływ gorąca, a policzki zaczęły mi płonąć.
- Nie gniewasz się, że zostałem na noc? - zapytał.
- W porządku - bąknąłem.
Od jego zapachu zakręciło mi się w głowie. Miałem wrażenie, że za moment stracę przytomność. Wtem zajął miejsce obok mnie, obejmując mnie w pasie. Sofa, na której leżeliśmy nie była zbyt szeroka, więc nasze ciała musiały się stykać. Czułem na szyi jego oddech, co przyprawiało mnie o przyjemne dreszcze. Piosenka, lecąca w tle nieco mnie uspokajała, przez co ponownie zamknąłem oczy.

*Niall*
Złożyłem delikatny pocałunek na linii jego żuchwy, a rękę wsunąłem mu pod koszulkę. Tym razem nie protestował, tylko chwycił moją dłoń. Wtedy nachyliłem się nad nim, a nasze usta się złączyły. Ten pocałunek był namiętny i wcale nie miałem ochoty go kończyć. Uwielbiałem słodki smak jego malinowych warg, przez co mógłbym na zawsze pozostać w tej pozycji. Palce drugiej ręki wplotłem w brązowe loki, napawając się ich miękkością. Nagle gwałtownie odsunął się ode mnie, spuszczając głowę.
-  Coś nie tak? - zapytałem.
- Nigdy czegoś takiego nie czułem - wyszeptał. - Z każdą sekundą zakochuję się w tobie coraz bardziej, co zaczyna mnie przerażać.
Kompletnie mnie zatkało, ale okazało się, że to nie wszystko co miał do powiedzenia. Jedno słowo zapoczątkowało lawinę, więc jedyne co mi pozostało to słuchać go uważnie.
- Czuję jakbym znał cię od zawsze - ciągnął dalej. - Ufam ci jak nikomu innemu. Jesteś wyjątkowy i wiem już, że tylko ciebie chcę. Jak już mam ryzykować to wszystko albo nic. Potrzebuję twojej obecności.
- Ależ jestem tu, Harry - wtrąciłem, ponownie łapiąc jego dłoń. - Jestem gotowy zostać przy tobie na zawsze, bo wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia. Myślę, że to przeznaczenie.
Miałem nieodpartą ochotę zerwania z niego ciuchów. Wyglądał tak niewinnie, a jego policzki oblane były czerwienią. Wtem niespodziewanie obalił mnie na kanapę, znajdując się nade mną. Wpił się w moje usta, a o tym właśnie marzyłem. Wsunąłem ręce w tyle kieszenie jego spodni. Od jego ciała bił niesamowity gorąc. Składał kolejne pocałunki wzdłuż mojej szyi.
- Niall? - szepnął nagle.
- Tak?
Odsunął się ode mnie, podciągając kolana pod brodę. Od razu usiadłem bliżej niego, żeby móc dotknąć jego ciepłego policzka.
- Muszę iść - powiedział. - Spóźnię się na wykłady.
Gwałtownie wstał z kanapy i poszedł do innego pomieszczenia. Postanowiłem podążać za nim. Tuż po nim przekroczyłem próg łazienki, w której było nadzwyczaj chłodno. Niespodziewanie ściągnął swoją szarą koszulkę, po czym odwrócił się w moją stronę.


- Możesz... - zaczął, ale nie musiał kończyć, bo od razu wiedziałem o co mu chodzi.
Wyszedłem, zamykając za sobą drzwi, mimo tego że bardzo chciałem tam zostać, żeby móc przyglądać się jego nagiemu ciału. Na samą myśl o tym zrobiło mi się gorąco. Podszedłem do okna. Zza niego widać było piękną panoramę Londynu. Westchnąłem ciężko. Tak ciężko było mi go rozgryźć. Cały czas ode mnie uciekał i nie dał się poznać. Nie dawało mi to spokoju. Czasem miałem ochotę krzyczeć z bezsilności.

*Harry*
Kiedy wyszedłem z łazienki zobaczyłem Nialla. Miał spuszczoną głowę, przez co wyglądał na smutnego. Nie miałem ochoty go zostawiać, ale musiałem. Chwyciłem jego dłoń i pociągnąłem za sobą. Zarzuciłem torbę na ramię i wyszliśmy z mieszkania. Szliśmy w milczeniu, chociaż nie wiedziałem dlaczego. Bałem się przerwać tę ciszę, żeby znowu nie zrobić z siebie idioty. Nagle przypomniałem sobie smak jego warg i odruchowo zakryłem usta dłonią. Popatrzył na mnie pytająco, ale ja tylko spuściłem głowę.
Odprowadził mnie aż pod same drzwi uczelni. Czułem na sobie wzrok innych, co bardzo mnie speszyło, nie wiedziałem jak się zachować. Niall przybliżył się o mnie, ale odsunąłem go od siebie. Najwyraźniej poczuł się urażony, bo posłał mi spojrzenie spode łba.
- Zadzwonię do ciebie później - powiedziałem.
- Jasne - odpowiedział bezwiednie, odchodząc.
Patrzyłem na niego jeszcze przez chwilę. Miałem ochotę po prostu za nim pobiec i rzucić się mu w ramiona, ale cały czas czułem jakąś blokadę. Ostatnie co widziałem to jak chował ręce do kieszeni swoich spodni. Później poszedłem do sali, chociaż kompletnie nie miałem ochoty na naukę.

wtorek, 4 marca 2014

Rozdział 4.

*Niall*
Gdy tylko poczułem jego wargi na swoich, odskoczyłem jak oparzony. Kompletnie się tego nie spodziewałem. Wytrzeszczyłem na niego oczy. Wyglądał na smutnego. Kurde... Nie chciałem go w żaden sposób urazić. Jednak wszystko wskazywało na to, że właśnie to zrobiłem. Nie miałem pojęcia jak się z tego wyplątać. Wtem w jego oczach ujrzałem łzy. Jest bardzo źle! Pojedyncza kropla spłynęła mu po policzku. Pospiesznie wytarłem ją kciukiem. Korzystając z okazji, opuszkami palców musnąłem jego skóry. Niespodziewanie odsunął się ode mnie. Cholera... wszystko zepsułem.
- Nie wysilaj się - szepnął. - Mogłeś powiedzieć od razu.
- Powiedzieć o czym? - szczerze mnie zdziwł.
- Nie udawaj teraz - widząc mioją zdezorientowaną minę, postanowił przejść do sedna. - O tym, że nie jesteś gejem.
Jego bezpośredniość przyprawiła mnie o rumieńce. Nigdy nie lubiłem tak o sobie mówić, a on nagle krzyczy mi to prosto w twarz. Zwyczajnie mnie zamurowało. Zabrakło mi słów. Patrzyłem na niego, obserwując jak gniew przeradza się w zażenowanie. Cała ta sytuacja stała się bardzo krępująca, a cisza jedynie to pogarszała. Czemu go odepchnąłem? Zaprzeczałem sam sobie, bo właśnie tego chciałem, a kiedy on zrobił pierwszy krok, to ja na przekór światu musiałem wszystko zniszczyć. Idiota ze mnie... Opuściłem głowę, wlepiając wzrok w swoje kolana.
- Przepraszam - wybąkałem w końcu. - Na prawdę mi się podobasz.
Po wypowiedzeniu tych słów, poczułem jak zalewa mnie fala gorąca. Nie mogłem uwierzyć, że to zrobiłem. Bałem się podnieść wzrok, w obawie o jego reakcję. Po chwili się przemogłem. Na twarzy Harry'ego nie dostrzegłem żadnej ze znanych mi emocji. Uniosłem brew w nadziei, że ten coś powie. Wreszcie się doczekałem.
- Więc czemu mnie odepchnąłeś? - zapytał waraźnie urażony.
- Zrobiłeś to tak niespodziewanie...
- Nie mogłem się powstrzymać. Twoje usta wyglądały tak... słodko.
Dokładnie to samo mógłbym powiedzieć o nim, ale jak zwykle brakowało mi odwagi. Nieśmiało chwyciłem jego dłoń, prosząc w myślach, żeby to jakoś pomogło. Automatycznie poczerwieniały mu policzki. Wyglądał wtedy tak uroczo... Wtedy postanowiłem spróbować jeszcze raz. Powoli zbliżyłem się, przymykając oczy. Kciukiem przejechałem po jego dolnej wardze, żeby po chwili położyć na niej swoje usta. Palcami jednej dłoni przeczesałem te brązowe loki. Dając się ponieść emocjom, drugą rękę wsunąłem pod jego koszulkę. Nie przerywając pocałunku, pospiesznie ją spod niej wyciągnął. Zaśmiałem się w duchu. Po dłuższej chwili oderwałem się od jego cudownych ust, chociaż od razu chciałem znów go pocałować. Ten patrzył na mnie szeroko otwartymi oczami. Zachowywał się jakby odebrało mu mowę. Zachichotałem, po czym odetchnąłem ciężko. Nie mogłem oderwać od niego wzroku, co wyraźnie go speszyło. Oblał się rumieńcem, spuścił głowę, a dłonie zacisnął w pięści.
- Nie gniewaj się na mnie - powiedziałem, dotykając jego kolana.
- Czemu miałbym? - bąknął.
- Dlaczego jesteś taki nieśmiały? - zapytałem, ignorując jego pytanie.

*Harry* 
To pytanie spowodowało wybuch w moim sercu. W jednej chwili wszystkie wspomnienia wróciły. Łzy nieproszone napłynęły mi do oczu. Wcale nie chciałem do tego wracać. Niall zauważył, że płaczę, mimo że próbowałem to ukryć.
- Ej! - wystraszył się. - Przepraszam jeśli cię uraziłem.
W odpowiedzi wydałem z siebie jedynie żałosny jęk. Nie byłem w stanie nic powiedzieć. Czemu nie potrafię pohamować swoich emocji?
- Harry... - szepnął. - Spójrz na mnie.
Po chwili wewnętrznej walki, w końcu podniosłem wzrok. Miał bardzo poważną minę i chyba dostrzegłem w niej zatroskanie.


- Widzę, że to grubsza sprawa - ciągnął dalej. - Chcesz mi o tym opowiedzieć?
Skinąłem głową. To dla mnie na prawdę ciężki temat, ale w krótką chwilę podjąłem decyzję, że chcę się tym z nim podzielić. Szykowałem się właśnie do opowiedzenia historii swojego życia, kiedy nagle doszedłem do wniosku, że to nie jest właściwe miejsce. Rozejrzałem się wokoło w poszukiwaniu jakiejś lepszej lokacji. Niestety nic mi nie odpowiadało. Bez zastanowienia, chwyciłem dłoń Nialla i ruszyłem w stronę przystanku autobusowego.
- Gdzie idziemy? - zapytał.
- Do mnie.
Przez całą drogę ściskałem jego rękę w obawie, że niespodziewanie mnie opuści. Przed drzwiami mieszkania, zwolniłem uścisk, co wcale się do mnie nie uśmiechało. Nacisnąłem klamkę, żeby szybko wprowadzić go do środka. Kątem oka ujrzałem, że zaciekawiony rozgląda się po wnętrzu. Usiadłem na sofie, a on tuż obok mnie. Przyjąłem wygodną pozycję i znowu złapałem jego ciepłą dłoń. Ponownie zaczerpnąłem powietrza.
- Kiedyś ktoś mnie wykorzystał - szepnąłem. - Przez co teraz jestem taki jaki jestem.
- Co dokładnie się wydarzyło? - dopytywał.
- Nigdy nikomu tego nie mówiłem...
- Jeśli nie chcesz to do niczego nie będę cię zmuszać, ale wiedz, że możesz mi zaufać.
Nie mogłem zrozumieć dlaczego, ale na prawdę darzyłem go zaufaniem. Był taki prawdziwy. Próbowałem powstrzymać łzy, które za wszelką cenę chciały ujrzeć światło dzienne.
- Niall? - zacząłem. - Mogę ci powiedzieć to kiedy indziej? Nie potrafię teraz...
- Oczywiście.
- Chcę żebyś po prostu tu był.
Posłał mi pocieszające spojrzenie, po czym przyciągnął do swojej piersi. Czułem szybkie bicie jego serca. Wydawał mi się być taki szczery. Zachowywał się jakby na prawdę mu na mnie zależało, ale podświadomość szeptała mi, żebym nikomu nie ufał. Tworzyłem w głowie najgorsze scenariusze i za nic w świecie nie mogłem się od nich uwolnić. Zacząłem dokładnie przyglądać się jego dłoni. Kciukiem zataczał koła na wierzchu mojej. Rozmyślałem intensywnie nad tym co właściwie miało miejsce. Siedziałem przytulony do kompletnie mi obcego człowieka. Więc dlaczego tak bardzo pragnąłem jego bliskości?