sobota, 22 marca 2014

Rozdział 5.


*Harry*
Otworzyłem oczy i poznałem, że wciąż leżę na kanapie w salonie. Moich uszu dobiegła miła muzyka z płyty. Podniosłem głowę, żeby się rozejrzeć. Wtedy ujrzałem Nialla, krzątającego się w kuchni. Ponownie opadłem na poduszkę, a po chwili ujrzałem jego twarz tuż nad swoją. Zbliżył się niebezpiecznie blisko, co spowodowało szybsze bicie serca. Nawet nie wiem kiedy nasz usta się złączyły. Poczułem przypływ gorąca, a policzki zaczęły mi płonąć.
- Nie gniewasz się, że zostałem na noc? - zapytał.
- W porządku - bąknąłem.
Od jego zapachu zakręciło mi się w głowie. Miałem wrażenie, że za moment stracę przytomność. Wtem zajął miejsce obok mnie, obejmując mnie w pasie. Sofa, na której leżeliśmy nie była zbyt szeroka, więc nasze ciała musiały się stykać. Czułem na szyi jego oddech, co przyprawiało mnie o przyjemne dreszcze. Piosenka, lecąca w tle nieco mnie uspokajała, przez co ponownie zamknąłem oczy.

*Niall*
Złożyłem delikatny pocałunek na linii jego żuchwy, a rękę wsunąłem mu pod koszulkę. Tym razem nie protestował, tylko chwycił moją dłoń. Wtedy nachyliłem się nad nim, a nasze usta się złączyły. Ten pocałunek był namiętny i wcale nie miałem ochoty go kończyć. Uwielbiałem słodki smak jego malinowych warg, przez co mógłbym na zawsze pozostać w tej pozycji. Palce drugiej ręki wplotłem w brązowe loki, napawając się ich miękkością. Nagle gwałtownie odsunął się ode mnie, spuszczając głowę.
-  Coś nie tak? - zapytałem.
- Nigdy czegoś takiego nie czułem - wyszeptał. - Z każdą sekundą zakochuję się w tobie coraz bardziej, co zaczyna mnie przerażać.
Kompletnie mnie zatkało, ale okazało się, że to nie wszystko co miał do powiedzenia. Jedno słowo zapoczątkowało lawinę, więc jedyne co mi pozostało to słuchać go uważnie.
- Czuję jakbym znał cię od zawsze - ciągnął dalej. - Ufam ci jak nikomu innemu. Jesteś wyjątkowy i wiem już, że tylko ciebie chcę. Jak już mam ryzykować to wszystko albo nic. Potrzebuję twojej obecności.
- Ależ jestem tu, Harry - wtrąciłem, ponownie łapiąc jego dłoń. - Jestem gotowy zostać przy tobie na zawsze, bo wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia. Myślę, że to przeznaczenie.
Miałem nieodpartą ochotę zerwania z niego ciuchów. Wyglądał tak niewinnie, a jego policzki oblane były czerwienią. Wtem niespodziewanie obalił mnie na kanapę, znajdując się nade mną. Wpił się w moje usta, a o tym właśnie marzyłem. Wsunąłem ręce w tyle kieszenie jego spodni. Od jego ciała bił niesamowity gorąc. Składał kolejne pocałunki wzdłuż mojej szyi.
- Niall? - szepnął nagle.
- Tak?
Odsunął się ode mnie, podciągając kolana pod brodę. Od razu usiadłem bliżej niego, żeby móc dotknąć jego ciepłego policzka.
- Muszę iść - powiedział. - Spóźnię się na wykłady.
Gwałtownie wstał z kanapy i poszedł do innego pomieszczenia. Postanowiłem podążać za nim. Tuż po nim przekroczyłem próg łazienki, w której było nadzwyczaj chłodno. Niespodziewanie ściągnął swoją szarą koszulkę, po czym odwrócił się w moją stronę.


- Możesz... - zaczął, ale nie musiał kończyć, bo od razu wiedziałem o co mu chodzi.
Wyszedłem, zamykając za sobą drzwi, mimo tego że bardzo chciałem tam zostać, żeby móc przyglądać się jego nagiemu ciału. Na samą myśl o tym zrobiło mi się gorąco. Podszedłem do okna. Zza niego widać było piękną panoramę Londynu. Westchnąłem ciężko. Tak ciężko było mi go rozgryźć. Cały czas ode mnie uciekał i nie dał się poznać. Nie dawało mi to spokoju. Czasem miałem ochotę krzyczeć z bezsilności.

*Harry*
Kiedy wyszedłem z łazienki zobaczyłem Nialla. Miał spuszczoną głowę, przez co wyglądał na smutnego. Nie miałem ochoty go zostawiać, ale musiałem. Chwyciłem jego dłoń i pociągnąłem za sobą. Zarzuciłem torbę na ramię i wyszliśmy z mieszkania. Szliśmy w milczeniu, chociaż nie wiedziałem dlaczego. Bałem się przerwać tę ciszę, żeby znowu nie zrobić z siebie idioty. Nagle przypomniałem sobie smak jego warg i odruchowo zakryłem usta dłonią. Popatrzył na mnie pytająco, ale ja tylko spuściłem głowę.
Odprowadził mnie aż pod same drzwi uczelni. Czułem na sobie wzrok innych, co bardzo mnie speszyło, nie wiedziałem jak się zachować. Niall przybliżył się o mnie, ale odsunąłem go od siebie. Najwyraźniej poczuł się urażony, bo posłał mi spojrzenie spode łba.
- Zadzwonię do ciebie później - powiedziałem.
- Jasne - odpowiedział bezwiednie, odchodząc.
Patrzyłem na niego jeszcze przez chwilę. Miałem ochotę po prostu za nim pobiec i rzucić się mu w ramiona, ale cały czas czułem jakąś blokadę. Ostatnie co widziałem to jak chował ręce do kieszeni swoich spodni. Później poszedłem do sali, chociaż kompletnie nie miałem ochoty na naukę.

wtorek, 4 marca 2014

Rozdział 4.

*Niall*
Gdy tylko poczułem jego wargi na swoich, odskoczyłem jak oparzony. Kompletnie się tego nie spodziewałem. Wytrzeszczyłem na niego oczy. Wyglądał na smutnego. Kurde... Nie chciałem go w żaden sposób urazić. Jednak wszystko wskazywało na to, że właśnie to zrobiłem. Nie miałem pojęcia jak się z tego wyplątać. Wtem w jego oczach ujrzałem łzy. Jest bardzo źle! Pojedyncza kropla spłynęła mu po policzku. Pospiesznie wytarłem ją kciukiem. Korzystając z okazji, opuszkami palców musnąłem jego skóry. Niespodziewanie odsunął się ode mnie. Cholera... wszystko zepsułem.
- Nie wysilaj się - szepnął. - Mogłeś powiedzieć od razu.
- Powiedzieć o czym? - szczerze mnie zdziwł.
- Nie udawaj teraz - widząc mioją zdezorientowaną minę, postanowił przejść do sedna. - O tym, że nie jesteś gejem.
Jego bezpośredniość przyprawiła mnie o rumieńce. Nigdy nie lubiłem tak o sobie mówić, a on nagle krzyczy mi to prosto w twarz. Zwyczajnie mnie zamurowało. Zabrakło mi słów. Patrzyłem na niego, obserwując jak gniew przeradza się w zażenowanie. Cała ta sytuacja stała się bardzo krępująca, a cisza jedynie to pogarszała. Czemu go odepchnąłem? Zaprzeczałem sam sobie, bo właśnie tego chciałem, a kiedy on zrobił pierwszy krok, to ja na przekór światu musiałem wszystko zniszczyć. Idiota ze mnie... Opuściłem głowę, wlepiając wzrok w swoje kolana.
- Przepraszam - wybąkałem w końcu. - Na prawdę mi się podobasz.
Po wypowiedzeniu tych słów, poczułem jak zalewa mnie fala gorąca. Nie mogłem uwierzyć, że to zrobiłem. Bałem się podnieść wzrok, w obawie o jego reakcję. Po chwili się przemogłem. Na twarzy Harry'ego nie dostrzegłem żadnej ze znanych mi emocji. Uniosłem brew w nadziei, że ten coś powie. Wreszcie się doczekałem.
- Więc czemu mnie odepchnąłeś? - zapytał waraźnie urażony.
- Zrobiłeś to tak niespodziewanie...
- Nie mogłem się powstrzymać. Twoje usta wyglądały tak... słodko.
Dokładnie to samo mógłbym powiedzieć o nim, ale jak zwykle brakowało mi odwagi. Nieśmiało chwyciłem jego dłoń, prosząc w myślach, żeby to jakoś pomogło. Automatycznie poczerwieniały mu policzki. Wyglądał wtedy tak uroczo... Wtedy postanowiłem spróbować jeszcze raz. Powoli zbliżyłem się, przymykając oczy. Kciukiem przejechałem po jego dolnej wardze, żeby po chwili położyć na niej swoje usta. Palcami jednej dłoni przeczesałem te brązowe loki. Dając się ponieść emocjom, drugą rękę wsunąłem pod jego koszulkę. Nie przerywając pocałunku, pospiesznie ją spod niej wyciągnął. Zaśmiałem się w duchu. Po dłuższej chwili oderwałem się od jego cudownych ust, chociaż od razu chciałem znów go pocałować. Ten patrzył na mnie szeroko otwartymi oczami. Zachowywał się jakby odebrało mu mowę. Zachichotałem, po czym odetchnąłem ciężko. Nie mogłem oderwać od niego wzroku, co wyraźnie go speszyło. Oblał się rumieńcem, spuścił głowę, a dłonie zacisnął w pięści.
- Nie gniewaj się na mnie - powiedziałem, dotykając jego kolana.
- Czemu miałbym? - bąknął.
- Dlaczego jesteś taki nieśmiały? - zapytałem, ignorując jego pytanie.

*Harry* 
To pytanie spowodowało wybuch w moim sercu. W jednej chwili wszystkie wspomnienia wróciły. Łzy nieproszone napłynęły mi do oczu. Wcale nie chciałem do tego wracać. Niall zauważył, że płaczę, mimo że próbowałem to ukryć.
- Ej! - wystraszył się. - Przepraszam jeśli cię uraziłem.
W odpowiedzi wydałem z siebie jedynie żałosny jęk. Nie byłem w stanie nic powiedzieć. Czemu nie potrafię pohamować swoich emocji?
- Harry... - szepnął. - Spójrz na mnie.
Po chwili wewnętrznej walki, w końcu podniosłem wzrok. Miał bardzo poważną minę i chyba dostrzegłem w niej zatroskanie.


- Widzę, że to grubsza sprawa - ciągnął dalej. - Chcesz mi o tym opowiedzieć?
Skinąłem głową. To dla mnie na prawdę ciężki temat, ale w krótką chwilę podjąłem decyzję, że chcę się tym z nim podzielić. Szykowałem się właśnie do opowiedzenia historii swojego życia, kiedy nagle doszedłem do wniosku, że to nie jest właściwe miejsce. Rozejrzałem się wokoło w poszukiwaniu jakiejś lepszej lokacji. Niestety nic mi nie odpowiadało. Bez zastanowienia, chwyciłem dłoń Nialla i ruszyłem w stronę przystanku autobusowego.
- Gdzie idziemy? - zapytał.
- Do mnie.
Przez całą drogę ściskałem jego rękę w obawie, że niespodziewanie mnie opuści. Przed drzwiami mieszkania, zwolniłem uścisk, co wcale się do mnie nie uśmiechało. Nacisnąłem klamkę, żeby szybko wprowadzić go do środka. Kątem oka ujrzałem, że zaciekawiony rozgląda się po wnętrzu. Usiadłem na sofie, a on tuż obok mnie. Przyjąłem wygodną pozycję i znowu złapałem jego ciepłą dłoń. Ponownie zaczerpnąłem powietrza.
- Kiedyś ktoś mnie wykorzystał - szepnąłem. - Przez co teraz jestem taki jaki jestem.
- Co dokładnie się wydarzyło? - dopytywał.
- Nigdy nikomu tego nie mówiłem...
- Jeśli nie chcesz to do niczego nie będę cię zmuszać, ale wiedz, że możesz mi zaufać.
Nie mogłem zrozumieć dlaczego, ale na prawdę darzyłem go zaufaniem. Był taki prawdziwy. Próbowałem powstrzymać łzy, które za wszelką cenę chciały ujrzeć światło dzienne.
- Niall? - zacząłem. - Mogę ci powiedzieć to kiedy indziej? Nie potrafię teraz...
- Oczywiście.
- Chcę żebyś po prostu tu był.
Posłał mi pocieszające spojrzenie, po czym przyciągnął do swojej piersi. Czułem szybkie bicie jego serca. Wydawał mi się być taki szczery. Zachowywał się jakby na prawdę mu na mnie zależało, ale podświadomość szeptała mi, żebym nikomu nie ufał. Tworzyłem w głowie najgorsze scenariusze i za nic w świecie nie mogłem się od nich uwolnić. Zacząłem dokładnie przyglądać się jego dłoni. Kciukiem zataczał koła na wierzchu mojej. Rozmyślałem intensywnie nad tym co właściwie miało miejsce. Siedziałem przytulony do kompletnie mi obcego człowieka. Więc dlaczego tak bardzo pragnąłem jego bliskości?

sobota, 15 lutego 2014

Rozdział 3.

*Harry*
Gdy tylko otworzyłem drzwi mieszkania, Donna wbiegła do środka jakby była u siebie. Położyła się na kanapie, a nogi zarzuciła na stół. Zdejmując buty, czułem na sobie jej wzrok. Po chwili zająłem miejsce obok dziewczyny. Dobrze znałem to spojrzenie. Czekała aż jej coś powiem. Zawsze kiedy czegoś chciała, mierzyła mnie tym swoim przenikliwym spojrzeniem i nie ustępowała, dopóki nie zdobyła wystarczająco dużo informacji. Przez jakiś czas wpatrywaliśmy się tak w siebie, aż w końcu przegrałem. Nie mogłem dłużej tego znieść. Odchylając głowę, zacząłem wpatrywać się w sufit. Wypuściłem powietrze z płuc, żeby za chwilę zacząć mówić. Opowiedziałem przyjaciółce dokładnie, jak zrobiłem z ciebie idiotę. Momentami, moją twarz pokrywał rumieniec. Na samą myśl o blondynie moje policzki oblewały się czerwienią. Podwinąłem kolana do piersi, licząc na to, że w ten sposób zmniejszę trochę upokorzenie. 


*Niall*
Wieczorem zebrałem wszystkie pieniądze, wrzucone do mojego pokrowca na gitarę. Znowu udało mi się zarobić niezłą sumę. Usta automatycznie wykrzywiały się w uśmiechu. Wziąłem swoje rzeczy i ruszyłem w stronę schodów. Niebo wyglądało przepięknie. Moje ulubione połączenie różu, fioletu i pomarańczy. Wpuściłem powietrze do płuc, napawając się cudowną jesienią.
Kiedy przechodziłem obok kawiarni, zerknąłem przez szybę, żeby zobaczyć kto stoi za ladą. Rozczarowany widokiem niskiej blondynki, poszedłem dalej. Mijając przystanek autobusowy, kątem oka ujrzałem burzę rudych loków. Zerknąłem w ich stronę i poznałem dziewczynę, która pracowała tam gdzie on. Jak na zawołanie, odwróciła głowę w moją stronę. Szybko wlepiłem wzrok w swoje stopy, przyspieszając kroku. Prosiłem w duchu, żeby tylko nie podeszła do mnie, a ta jak na przekór wszystkiemu, chwyciła mnie za łokieć.
- Wpadniesz jutro do naszej kawiarni? - zaproponowała, szczerząc zęby.
Myślami od razu powędrowałem do chłopaka, stojącego przede mną z kubkiem kawy. Byłbym głupi gdybym jej teraz odmówił. Wyczekująco patrzyła na mnie wielkimi, brązowymi oczami. W końcu odpowiedziałem jej skinięciem głowy. Dziewczyna odetchnęła z ulgą, po czym rzuciła mi się na szyję. Po chwili odeszła, posyłając mi jeszcze jeden uśmiech na pożegnanie. Starając się o niczym nie myśleć, poszedłem w swoją stronę.

Rano, gdy tylko otworzyłem oczy, chciałem jak najszybciej wyjść z domu. W ekspresowym tempie wykonałem wszystkie niezbędne czynności. Chwyciłem pokrowiec z gitarą i ruszyłem na miasto. Nie wiedziałem, o której mam być w kawiarni, ale nie mogłem wytrzymać czekania. Mijając zaspanych ludzi, pędziłem w stronę centrum. Spojrzałem na zegarek. Dopiero jedenasta. A co jeśli jeszcze go tam nie ma? Zwolniłem trochę. Chyba postradałem zmysły... Przypomniałem sobie gdzie idę i w jakim celu. Serce od razu zaczęło bić szybciej. Spokojnie, zachowaj spokój. Wtedy otworzyłem drzwi i wszedłem do pomieszczenia, w którym unosił się zapach kawy.


*Harry*
Śmiałem się właśnie z wygłupów Donny, kiedy usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi. Spojrzałem w ich stronę i ujrzałem blondyna z gitarą. Mimowolnie zaczerwieniły mi się policzki. Gdy chłopak zbliżał się do lady, czułem narastające ciepło. Jakby nigdy nic, stanął przede mną, posyłając cudowny uśmiech. Myślałem, że jeszcze chwila i się rozpłynę.
- Cieszę się, że jesteś! - pisnęła ruda, klepiąc go w plecy. - Jestem Donna.
- Niall - odparł, wyciągając rękę w jej stronę.
Uważnie obserwowałem każdy jego ruch. Marzyłem, żeby dotknąć jego skóry chociaż na moment. Wtem jak na zawołanie, uścisnął także moją dłoń. Poczułem kolejną falę gorąca i coś jakby porażenie prądem. Nogi zaczęły zamieniać się w watę. Dziwiło mnie, że wciąż mogę ustać prosto. Uspokój się!

Wiedziałem, że to nie ma szans na dobre zakończenie... Donna jak zwykle musiała mnie w coś wrobić. Przez jej kombinacje, zostałem skazany na siedzenie z Niallem w parku. Chłopak cały czas coś opowiadał, a ja go tylko słuchałem ze spuszczoną głową. Nie mogłem na niego patrzeć w obawie, że ujrzy moją czerwoną twarz. Nie było żadnego sposobu żeby powstrzymać te cholerne rumieńce. Nie dawało mi to spokoju. Nagle Niall wyrwał mnie z zamyślenia.
- Harry, czy ty mnie w ogóle słuchasz? - zapytał.
- Jasne - odparłem pospiesznie. - Mówiłeś skąd jesteś.
- Tak, piętnaście minut temu...
Jaki ze mnie idiota... W tej chwili moim jedynym marzeniem było stać się niewidzialnym. Ukryłem twarz w dłoniach.
- Jeśli mnie nie lubisz to nie będę cię męczyć - powiedział.
- Nie! - zareagowałem chyba zbyt gwałtownie.
Chłopak spojrzał na mnie pytająco. Wtedy postanowiłem zaryzykować wszystko. Już i tak zdążyłem się ośmieszyć, więc nie miałem nic do stracenia. Przysunąłem się do niego na tyle blisko, że dotykałem jego uda. Chyba kompletnie oszalałem. Automatycznie wstrzymałem oddech. Przybliżyłem się jeszcze bardziej, tak że nasze twarze dzieliło zaledwie kilka centymetrów.  Po chwili, nie zważając na nic, pocałowałem go.

piątek, 24 stycznia 2014

Rozdział 2.

*Harry*
- Co tak za nim patrzysz? - powiedziała Donna, opierając się o ladę.
- Na kogo? - odparłem jakby nigdy nic.
- Nie świruj. Widziałam jak ci się ręce trzęsły.
Przewróciłem oczami, po czym odwróciłem się do niej plecami. Nałożyłem na talerz kawałek sernika i podsunąłem go dziewczynie. Na jej twarzy automatycznie pojawił się uśmiech. Kiedy wypchała sobie usta ciastem, wykorzystałem okazję i powiedziałem:
- Jeśli on jeszcze kiedyś tu przyjdzie to powiedz mu, że nie żyję.
- Wiedziałam! - krzyknęła z pełnymi ustami, machając mi widelcem przed nosem. - Spodobał ci się.
Poczułem jak na twarzy pojawiają mi się rumieńce. Żeby uniknąć jeszcze większego upokorzenia, czmychnąłem na zaplecze. Przy Donnie lepiej nie mówić zbyt wiele. Zawsze jednak popełniałem ten błąd i wyżalałem się jej. Potem tylko żałowałem. W myślach już widziałem jak papla każdemu kogo spotka. Westchnąłem ciężko, żeby po chwili wrócić do pracy. Gdy tylko stanąłem przy swoim stanowisku, Donna pomachała mi energicznie z końca sali. W odpowiedzi posłałem jej jedynie wymuszony uśmiech. Od tej pory ciężko było mi się szczerze uśmiechnąć.

*Niall*
Rano obudziły mnie różne irytujące dźwięki. Ten dzień nie zapowiadał się zbyt ciekawie... Wstałem z łóżka i wyszedłem z pokoju. Tyler - mój współlokator - kroił na desce arbuza. Nie mogłem uwierzyć, że robił przy tym tyle hałasu.
- No wreszcie wstałeś - powiedział oschle. - Chcesz kawałek?
- Nie, dzięki. Kiedy wychodzisz?
- Jak zjem.
Zaczął jeść łapczywie kawałek owocu. Ubrudził przy tym stół i wcale nie miał zamiaru po sobie posprzątać. Gdy skończył jeść, wytarł dłonie w swoją szarą koszulkę. Odruchowo wykrzywiłem twarz. Obleśne... Później założył buty i bluzę, żeby za chwilę wyjść. Odetchnąłem, gdy tylko zamknęły się za nim drzwi. Wytarłem plamy soku ze stołu. Czemu on zawsze robił taki syf? Kiedy zrobiłem porządek, zabrałem się do przygotowania sobie śniadania. Zjadłem w spokoju, ubrałem się, po czym wyszedłem z gitarą w ręku. Idąc ulicą, ziewnąłem. Poczułem ochotę na kawę. Automatycznie myślami przeniosłem się do kawiarni, w której wczoraj byłem. Podświadomość mówiła mi, że wcale nie potrzebuję kofeiny... Potrząsnąłem głową, żeby odgonić od siebie te myśli. Poszedłem dalej w stronę metra.

*Harry*
Obsługiwałem właśnie młodą dziewczynę, kiedy zobaczyłem przez szybę, przechodzącego obok blondyna. Od razu poznałem w nim chłopaka, który był tu wczoraj. Momentalnie podbiegłem do okna, przyciskając do niego nos. Wpatrywałem się w jego plecy. Tak jak wczoraj, trzymał gitarę. Zobaczyłem jak schodzi na dół po schodach do metra, po czym zniknął mi z pola widzenia. Zawiedziony opuściłem ręce i wróciłem do pracy. Dopiero po kilku minutach olśniło mnie. Przygotowałem specjalną kawę. Zdjąłem swój fartuch i pospiesznie zawiesiłem go na wieszaku. Gestem ręki przywołałem do siebie Donnę, która stała przy jednym ze stolików. W podskokach podeszła do mnie. Oparła się o ladę i wyszczerzyła zęby, tak jak robiła to za każdym razem. Odruchowo przewróciłem oczami.
- Błagam, zastąp mnie na chwilę - poprosiłem. - Muszę natychmiast wyjść.
- Biegnij - rzuciła, po czym zajęła moje miejsce.
Przy wyjściu, posłałem jej uśmiech. Z kubkiem kawy w dłoni, poszedłem szybkim krokiem do metra. Miałem nadzieję, że chłopak wciąż czeka na swój pociąg. Chciałem być tam jak najszybciej. Serce zaczęło bić mi szybciej, gdy przypomniałem sobie jego błękitne oczy. Zbiegłem po schodach i od razu go zobaczyłem. Stanąłem jak wryty. Blondyn siedział przy ścianie, grając na gitarze. Podśpiewywał, a przed nim leżał pokrowiec na instrument, a w nim kilka monet. Nie mogłem uwierzyć w to co zobaczyłem. Przez chwilę się zawahałem, ale po chwili podszedłem do niego. Rzuciłem mu kilka centów, a rękę z kubkiem wyciągnąłem przed siebie. Spuściłem wzrok, czując że się rumienię. Chłopak zaśmiał się. Cholera...
- Przynosisz mi kawę i jeszcze za nią płacisz? - zażartował.
- Pomyślałem, że... możesz chcieć się napić - bąknąłem.
Czy ja zawsze muszę robić z siebie idiotę? Skarciłem się w myślach. Nagle blondyn chwycił kawę, muskając przy tym swoją dłonią moje palce. Poczułem jakby przeszedł mnie prąd. Gdy upewniłem się, że trzyma kubek, schowałem ręce do kieszeni spodni. Walcząc sam ze sobą, podniosłem wzrok i spojrzałem mu w oczy.
- Dziękuję - powiedział.
- Nie ma sprawy - odparłem. - To cześć. Miłego dnia.
Uśmiechnąłem się, po czym odwróciłem się na pięcie i odszedłem. Zacisnąłem dłonie w pięści. Jak zwykle wyszedłem na kretyna. Może on wcale sobie tego nie życzył? Chociaż nie wyglądał na zdenerwowanego, ani nic w tym rodzaju... Wręcz przeciwnie - ucieszył się. Chyba próbowałem sam siebie pocieszyć... Załamany wróciłem do pracy. Tam oczywiście czekała na mnie koleżanka z pracy. Teraz najbardziej pragnąłem uniknąć rozmowy z nią. Widziałem w jej oczach ciekawość. Postanowiłem udawać, że jej nie widzę.
- Gdzie twoja kawa? - zapytała.
Nie była głupia... Poza tym nie dało się po mnie nie zauważyć, że miałem zupełnie inny humor zanim wyszedłem. Przewiązałem w pasie fartuch i odwróciłem się do Donny, czekając na serię pytań.
- Czy ty umiesz czytać w myślach? - spytałem, podnosząc brew.
- Z ciebie można czytać jak z otwartej książki! Nie trzeba być jasnowidzem - odparła wesoło. - Masz już jego numer?
- Nie! Czemu miałbym mieć? Zostaw mnie.
- Nie bądź taki oschły! Widzę, że nie możesz sobie z tym poradzić.
- To nie twoja sprawa - próbowałem zakończyć rozmowę, jednak nie byłem gotowy na jej pytania.
- Dobrze wiesz, że i tak się wszystkiego dowiem. Do zobaczenia później!
Pomachała mi, po czym odeszła. Odetchnąłem z ulgą. Po chwili jednak przypomniałem sobie jej słowa. Ona na prawdę się dowie wszystkiego... Ma już na to swoje sposoby.
Po pracy poszedłem na autobus. Usłyszałem, że ktoś mnie woła. Odwróciłem się i zobaczyłem Donnę, biegnącą za mną. Automatycznie zacząłem grać głuchoniemego. Czy ona nigdy się nie zniechęcała?
- Pamiętaj, ja się nigdy nie zniechęcam - powiedziała, zadyszanym głosem.
Wcale nie umie czytać w myślach...
- Opowiesz mi wszystko u ciebie - zarządziła.
- Właśnie sama się zaprosiłaś?
- Dokładnie.
Położyła ręce na biodrach, uśmiechając się promiennie. Jej energia czasem mnie przygnębiała. Gdy nadjechał autobus, wsiadłem do niego, próbując ignorować Donnę. Wskoczyła tuż za mną. Nie dało się od niej odczepić. W takim razie postanowiłem cieszyć się ostatnimi minutami wolności.

niedziela, 19 stycznia 2014

Rozdział 1.

*Harry*
Obudziło mnie znienawidzone dzwonienie budzika. Powoli zacząłem zwlekać się z ciepłego łóżka, którego za nic nie miałem ochoty opuszczać. Gdy tylko wstałem, podszedłem do komody, żeby wyciągnąć z niej czystą koszulkę. Po chłodnym prysznicu, zjadłem rogala w pośpiechu. Spojrzałem na zegarek i natychmiast przyspieszyłem. Już powinienem wyjść, jeśli nie chciałem przegapić autobusu. Chwyciłem torbę, po czym wybiegłem z mieszkania. Na dworze było pochmurno, a wiatr nie próżnował. Mimo chłodu i deszczu, uwielbiałem jesień. Towarzyszyły jej zawsze najpiękniejsze kolory. Gdy dobiegłem na przystanek, od razu wskoczyłem do autobusu. Było w nim jak zwykle dużo ludzi. Wszyscy zaspani, z ponurymi minami. Przez to ten dzień wydawał się jeszcze podlejszy. Chwyciłem poręcz, w celu zachowania równowagi. Później, spokojnie wysiadłem na właściwym przystanku i ruszyłem w stronę uczelni. Nie zwalniałem kroku, bo gdybym ustąpił zapewne spóźniłbym się na zajęcia. Doszedłem do sali w samą porę. Każdy już zajmował swoje miejsce. Szybko usiadłem na jedno z wolnych krzeseł i wyciągnąłem zeszyt z torby.
Od razu po wykładach pognałem na kolejny przystanek. Tym razem wybierałem się do pracy. Już nie musiałem się spieszyć, gdyż zostało mi całkiem sporo czasu. Spokojnym krokiem wszedłem do kawiarni. Było to jedno z moich ulubionych miejsc. Ściany z czerwonej cegły, ciemne panele, ciepłe światło i najwspanialszy zapach świeżo parzonej kawy. Napawając się jej wonią, poszedłem na zaplecze. Przewiązałem w pasie swój bordowy fartuch, a już chwilę później stałem za ladą, gotowy do pracy. Podeszła do mnie jedna z kelnerek - Donna. Miała kręcone kasztanowe włosy, a twarz obsypaną piegami.
- Dzień dobry, panie kierowniku - przywitała się, szczerząc zęby.
- Hej, Donna - odpowiedziałem, odwzajemniając uśmiech. - Nie mów tak do mnie.
- Oh, przecież wiesz, że sobie żartuję - puściła do mnie perskie oko, po czym odeszła.
Zacząłem obsługiwać klientów, starając się zachować uśmiech. Tego dnia byłem wyjątkowo zmęczony. Zapewne gdybym poszedł wcześniej spać, nie miałbym tego problemu. Na chwilę odwróciłem się od kasy, żeby wciąć głęboki wdech. Przeczesałem włosy dłonią. Gdy się odwróciłem, zobaczyłem przed sobą rumianego blondyna. Był zadyszany, a w ręku trzymał pokrowiec na gitarę. Podniósł głowę do góry. Wtedy zobaczyłem jego błękitne oczy, których widok zaparł mi dech w piersi.
- Poproszę latte - powiedział. - Na wynos.
- Już się robi - rzuciłem.
Zacząłem przygotowywać kawę, ale co chwilę zerkałem na klienta. Rozglądał się po pomieszczeniu, co chwile spoglądając na zegarek. Kiedy już miałem dać mu zamówienie, kubek wypadł mi z ręki, a napój obal moje czarne spodnie. Zakląłem cicho pod nosem. Blondyn wyciągnął szyję, żeby sprawdzić co się stało. Wysłałem mu przepraszający uśmiech i zabrałem się do robienia nowej latte. Po chwili podałem mu kawę.
- Dzięki - bąknął, po czym wyszedł.
Odprowadziłem go wzrokiem do drzwi. Gdy tylko przekroczył próg kawiarni, odetchnąłem z ulgą.

*Niall*
Kiedy opuściłem kawiarnię, obróciłem się. Brunet wyglądał jakby spadł mu kamień z serca. Zacisnąłem palce na kubku kawy, po czym ruszyłem w stronę przystanku. Czekając na autobus, rozmyślałem. W głowie ciągle napotykałem się na myśl o chłopaku z baru. Co chwilę odgarniał swoje włosy z czoła. Urocze loczki. Cholera, o czym ja myślę? Pokręciłem głową, chcąc o tym zapomnieć.  Nagle nadjechał autobus. Wskoczyłem do niego w ostatniej chwili. Zająłem wolne miejsce przy oknie.
Wysiadając z autobusu, potknąłem się o własne nogi. Zakląłem pod nosem. Do domu miałem niedaleko. Po pięciu minutach otwierałem drzwi mieszkania. Na sofie zastałem swojego współlokatora, obściskującego się z dziewczyną, która prężyła się jak puma. Przeszedłem obok, ignorując ich. Wszedłem do pokoju i zamknąłem za sobą drzwi. Tamci pewnie nawet nie wiedzieli, że byłem w domu. Oparłem gitarę o ścianę, po czym usiadłem na łóżku. Nagle poczułem przypływ weny. Chwyciłem do ręki notes i zacząłem pisać piosenkę. Gdy zapisałem kilka wersów, wyrwałem kartkę i zgniotłem ją. Rzuciłem papierową kulkę na podłogę. Jednak wcale nie miałem weny. W myślach ciągle widziałem obraz roztrzepanego chłopaka.